Najbardziej lubiana i nielubiana postać "MnS"
na ten czas podobają mi się:
Brooke - kobieta z krwi i kości, cztery żywioły, emocjonalna, poszukująca swojego szczęścia, śmiało idzie przez życie, dzielnie znosi każdą porażkę, niczym feniks wciąż powstaje z popiołu, pełna życia...
Amber - ambitna spryciula, oddana, pyskata... bardzo lubię to jej "zapominalstwo" w stosunku do niektórych osób (jak w stosunku do Stefy gdy głosem nie znającym sprzeciwu wydaje jej dyspozycje)
Stephanie - twarda sztuka, despotyczna, kobieta z charakterkiem
w sumie te trzy postacie to jedna, tylko na innnym etapie życia, w innym wieku, przyświecją im te same cele
scenarzyści powielają tu pewien wzorzec... te postacie są z jednej gliny ulepione
Tawny - "kelnerka z przydrożnej gospody", prosta, swojska, prostolinijna, nieskomplikowana... znakomicie zagrana rola (obok Darli to właśnie ona nadaje lekkości temu serialowi)
męska ciekawa postać... hmmmm... w pewnym momencie był nią Clark ale zdziadział... obecnie odpowiada mi Thorn (tak jak Brooke pozwala ponieść się chwili i emocjom).
nie przedpadam za:
Taylor - nuda, tchórzliwa (swoje gierki rozgrywa łapskami Stefy, grunt że ona ma czyściutkie rączki... i skrzętnie korzysta z poczynań Stefy, wyciską tą cytrynę jak się tylko da), słaba, wątła, omdlewająco marudząca
Kimberly - nie wiem jak dalej będzie ale póki co to manekin, kukła, bez wyrazu, z woskową łezką w oku, usztywniona jakby kij połkneła, beznamiętna, pretensjonalna... Choć teraz trochę się rozkręca - sączy jad w ucho ograniczonego Ricka, zaczyna być zdesperowana...
Ridge - wieczny fircyk w zalotach zgrywający od czasu do czasu poważnego i odpowiedzialnego faceta (zgrywający bo to poza ograniczająca się do mędrkowania i wygłaszania nadymanych zasadniczych tez)
Brooke - kobieta z krwi i kości, cztery żywioły, emocjonalna, poszukująca swojego szczęścia, śmiało idzie przez życie, dzielnie znosi każdą porażkę, niczym feniks wciąż powstaje z popiołu, pełna życia...
Amber - ambitna spryciula, oddana, pyskata... bardzo lubię to jej "zapominalstwo" w stosunku do niektórych osób (jak w stosunku do Stefy gdy głosem nie znającym sprzeciwu wydaje jej dyspozycje)
Stephanie - twarda sztuka, despotyczna, kobieta z charakterkiem
w sumie te trzy postacie to jedna, tylko na innnym etapie życia, w innym wieku, przyświecją im te same cele
Tawny - "kelnerka z przydrożnej gospody", prosta, swojska, prostolinijna, nieskomplikowana... znakomicie zagrana rola (obok Darli to właśnie ona nadaje lekkości temu serialowi)
męska ciekawa postać... hmmmm... w pewnym momencie był nią Clark ale zdziadział... obecnie odpowiada mi Thorn (tak jak Brooke pozwala ponieść się chwili i emocjom).
nie przedpadam za:
Taylor - nuda, tchórzliwa (swoje gierki rozgrywa łapskami Stefy, grunt że ona ma czyściutkie rączki... i skrzętnie korzysta z poczynań Stefy, wyciską tą cytrynę jak się tylko da), słaba, wątła, omdlewająco marudząca
Kimberly - nie wiem jak dalej będzie ale póki co to manekin, kukła, bez wyrazu, z woskową łezką w oku, usztywniona jakby kij połkneła, beznamiętna, pretensjonalna... Choć teraz trochę się rozkręca - sączy jad w ucho ograniczonego Ricka, zaczyna być zdesperowana...
Ridge - wieczny fircyk w zalotach zgrywający od czasu do czasu poważnego i odpowiedzialnego faceta (zgrywający bo to poza ograniczająca się do mędrkowania i wygłaszania nadymanych zasadniczych tez)
Ostatnio zmieniony 2006-07-04, 03:59 przez Ashlar, łącznie zmieniany 1 raz.
- Adex-fan Brooke
- Posty: 18328
- Rejestracja: 2005-08-24, 15:51
- Lokalizacja: woj.dolnośląskie
- Wiek: 42
-
kuba-fan-sheili
- Posty: 130
- Rejestracja: 2006-07-08, 00:27
- Lokalizacja: Szczecin
Trudno mi powiedzieć, kogo lubię kogo nie. Jednych mogę po prostu bardziej lubic, innych mniej, ale wszyscy dla mnie grają bosko- wszystkie postacie maja inne charaktery, co est dobre i aktorzy naprawde sie postarali by dobrze to pokazać.
Od razu mówię, że najlepszą dla mnie bohaterką, która bardzodobrze gra swoją rolę i wariatki i spokojnej, i psychicznej, demonicznej...jest Sheila Carter.
Kiedy ona jest cos sie zawsze dzieje. A to lubie najbardziej!!!
Od razu mówię, że najlepszą dla mnie bohaterką, która bardzodobrze gra swoją rolę i wariatki i spokojnej, i psychicznej, demonicznej...jest Sheila Carter.
Kiedy ona jest cos sie zawsze dzieje. A to lubie najbardziej!!!
Kuba...fan Sheili Carter. Wkurzyłeś Sheilę? Teraz za to słono zapłacisz...
Lubie:
Amber- Od pół (a nawet więcej) roku wnosi najwięcej do serialu
Macy- Zawsze mi się dobrze kojarzyła i było mi jej szkoda
Becky- Szkoda, że tak jej się życie poukładało, ale jest jeszcze za młoda na macierzyństwo. Życzę jej powodzenia w Paryżu.
Taylor- Chociaż odkąd pamiętam jej nie znosiłam sytuacja się poprawiła i teraz ją lubię.
Brooke- Teraz już nie tak bardzo jak wcześniej- jej miejsce zajęła Amber
.............Ridga
- No cuż mimo, że jest głupi jakoś się do niego przyzwyczaiłam i polubiłam go
Nie lubie:
Trucizny (Kimberly)- chyba nie musze pisać dlaczego
CJ'a- jest jakiś taki drętwy
Tawny- baba z prowincji...
Amber- Od pół (a nawet więcej) roku wnosi najwięcej do serialu
Macy- Zawsze mi się dobrze kojarzyła i było mi jej szkoda
Becky- Szkoda, że tak jej się życie poukładało, ale jest jeszcze za młoda na macierzyństwo. Życzę jej powodzenia w Paryżu.
Taylor- Chociaż odkąd pamiętam jej nie znosiłam sytuacja się poprawiła i teraz ją lubię.
Brooke- Teraz już nie tak bardzo jak wcześniej- jej miejsce zajęła Amber
.............Ridga
Nie lubie:
Trucizny (Kimberly)- chyba nie musze pisać dlaczego
CJ'a- jest jakiś taki drętwy
Tawny- baba z prowincji...
- kimberly1990
- Posty: 1358
- Rejestracja: 2006-07-18, 11:27
- Lokalizacja: Działdowo
Kimberly1990 lubisz wszystkich sprzymierzencow slodziutkiej Kim,a nie lubisz tych co sa jej wrogami ??::jezyk:: ja mimo wszystko uwielbiam Amber,lubie tez Stephanie i Macy.Brooke walczy o swoje co mi sie podoba,ale to,ze wiecznie krytykuje Amber za podobne wystepki-tego zniesc nie moge
jakby nie patrzec to te osoby maja podobne charaktery:chca dla swojej rodziny i dla siebie jak najlepiej i bede walczyc do upadlego o to co uwazaja,ze im sie nalezy:) Gdyby jeszcze Brooke zaakceptowala Amber to moze bym sie do niej przekonala...
Someone call the ambulance, there's gonna be an accident...
- kimberly1990
- Posty: 1358
- Rejestracja: 2006-07-18, 11:27
- Lokalizacja: Działdowo
-
Gabra-Sheila
- Posty: 2572
- Rejestracja: 2006-06-30, 16:08
- Lokalizacja: Jedlicze
-
Marron
Ja też nie mogę znieść Ridźora
normalnie szlag mnie trafia jak go widze, slysze itp. itd.
A najbardziej lubie Amber. No i lubilem starego Rick'a!
Zapraszam do czytania:
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195





