Moim zdaniem, Taylor jest kiepskim psychologiem. Zacznijmy od tego, że nie zauważała szaleństwa i chorób wśród swojego najbliższego otoczenia. Koronnym przykładem tego jest Morgan, z którą przyjaźniła się wiele miesięcy, a może nawet ponad rok (?) i nie zauważyła jej choroby psychicznej, obsesji na punkcie Ridge'a i posiadania dziecka, depresji, nienawiści do Stephanie itd. itp. Jak ktoś, kto widywał się z psychopatką codziennie przez rok mógł nic nie zauważyć?

Co to za specjalista. Drugi przykład - Bailey (przekręciłem na pewno, chodzi mi o asystenta Pierce'a). Też spędzała z nim i Piercem dużo czasu a nie zauważyła, że jest psychiczny i zapatrzony w Pierce'a bezgranicznie.
Dalej, pamiętna sytuacja z Sheilą w domu Stephanie, kiedy Taylor straciła życie po raz trzeci. Taylor próbowała uspokoić Sheilę, skłonić ją do oddania broni - była w tym sensie wtedy w pracy - przyznaję, było blisko, prawie udało się unieszkodliwić psychopatkę, ale prawie czyni wielką różnicę, czyli kolejna klapa zawodowa. No i skutkiem tego, był tzw. sen Taylor, który trwał ok. 10 lat, więc jak ktoś wraca po takiej przerwie do tak prężnie rozwijąjącej się nauki jaką jest psychologia to nie ma siły, żeby był doskonały w tej dziedzinie - to jest raz, dwa - o jej sukcesach po trzecim zmartwychwstaniu nie było mowy. Tym bardziej, że komplenie nie radzi sobie psychicznie i emocjonalnie w swoim czwartym życiu, stosunki z mężem i dziećmi na pewno nie można zaliczyć do udanych.
Powyższe argumenty wskazują, że Taylor w swoim zawodzie może i kiedyś (barzdo dawno temu) była dobra, teraz... hmm.. delikatnie mówiąc, sukcesów nie odnosi.
Biorąc do pod uwagę + konotacje rodzinno-przyjacielskie, Taylor jako psycholog Stephanie to strzał kulą w płot. (Nawiasem mówiąc wydaje mi się, że odpowiedzialny i profesjonalny psycholog powinien powiedzieć Stephanie, żeby wybrała kogoś nie związanego emocjonalnie, bo nie może być wtedy obiektywna, to chyba oczywiste....)
Podsumowując, Taylor jest kiepska
