Wróciła Taylor. I to z przytupem. Dobrze zagrała dramatyczne sceny, kiedy oskarżała Billa o nieszczęścia, które spotkały jej córkę oraz kiedy mierzyła do niego ze złotego pistoletu. Lepiej jednak byłoby, gdyby Taylor od razu pojawiła się w Los Angeles, po tym jak Ridge jej powiedział o problemach Steffy. Nie doszłoby do tragedii (jeśli to faktycznie ona strzelała) oraz nie byłoby pola do spekulacji, czemu jej tak długo nie było. Teraz jest i jedno i drugie.
Po przyznaniu się Taylor, to ja już nie wiem kto tak naprawdę strzelał do Spencera. Czy to był Liam, który sobie odtworzył w pamięci całe zdarzenie, czy Hayes, która wzięła winę na siebie.
Zastanawiałem się, czemu w salonie Billa jest złoty pistolet, z którego strzelano do Spencera i jest narzędziem zbrodni? Kluczem jest tutaj Alex Sanchez, który po ponownym przesłuchaniu Spencera, zapomniał zabrać ze sobą kluczowy przedmiot w sprawie. Część dowodów zapakował do pudełka i zabrał ze sobą, ale najważniejszego - nie. Za takie coś, to powinien z hukiem wylecieć z pracy w policji.