Wygląda na to, że tak. A za kilka odcinków dowiemy się, że znał nawet rodziców Zende'goDawidek pisze: Też się zastanawiam nad tym, czy Dante zna wszystkich.Ciekawe, czy zna Kristen, a może Jessicę?
![]()
Bieżące odcinki "Mody na sukces"
I’m your dream, make you real
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
- Pottermaniack
- Posty: 2902
- Rejestracja: 2008-12-20, 19:21
- Lokalizacja: Stąd
Nie sądziłem, że Felicia wkrótce umrze.
Popieram Bridget, że Felicia to święta, bo zamiast swojego zdrowia wybrała Dominicka. Mam nadzieję, że zdarzy się jakiś cud, ale kiedy przypomnę sobie Granta, to sam już nie wiem.
Stephanie i Eryk częściowo pogodzili się dla dobra córki. Nastrój świąteczny zaczął się chyba udzielać, bo Taylor zaproponowała Brooke wspólne święta.
Stephanie i Eryk częściowo pogodzili się dla dobra córki. Nastrój świąteczny zaczął się chyba udzielać, bo Taylor zaproponowała Brooke wspólne święta.
Żal mi całej trójki Felicii, Bridget, Nica i małego Dominicka. Współczuję Bridget, która tak naprawdę nie wie jak ma się zachować. Taylor mnie zaskoczyła swoim zachowaniem, ale w sumie tak powinno być. Rodzina się powinna jednoczyć szczególnie na święta.
Dr. House : "You want to make things right? Too bad. Nothing's ever right."
-
Dawidek
- Administrator
- Posty: 10467
- Rejestracja: 2006-06-21, 22:17
- Lokalizacja: woj. śląskie
- Wiek: 44
Widok choinki mnie zaskoczył. To już niebawem święta?
Szkoda mi Felicii. Poświęciła się dla swojego syna. Tak naprawdę nie ma salomonowego rozwiązania w tej sprawie. Istny dylemat Antygony. Gdyby zdecydowała się na operację - zaryzykowałaby utratą dziecka, gdy urodziła - zaszkodziła sobie.
Nie dziwię się Bridget - na nią spadły w jednej chwili dwie wiadomości. Na jej miejscu też miałbym problem. Najlepiej byłoby, gdyby dała sobie kilka, kilkanaście dni na oswojenie się z sytuacją.
Podobała mi sie postawa Taylor, która zaprosiła Brooke i jej dzieci na święta. Bardzo fajny gest z jej strony.
Bardzo wzruszające odcinki, szczególnie kiedy Felicia dowiedziała się o wszystkim i kiedy przedstawiła swoje świąteczne oczekiwania...
Szkoda mi Felicii. Poświęciła się dla swojego syna. Tak naprawdę nie ma salomonowego rozwiązania w tej sprawie. Istny dylemat Antygony. Gdyby zdecydowała się na operację - zaryzykowałaby utratą dziecka, gdy urodziła - zaszkodziła sobie.
Nie dziwię się Bridget - na nią spadły w jednej chwili dwie wiadomości. Na jej miejscu też miałbym problem. Najlepiej byłoby, gdyby dała sobie kilka, kilkanaście dni na oswojenie się z sytuacją.
Podobała mi sie postawa Taylor, która zaprosiła Brooke i jej dzieci na święta. Bardzo fajny gest z jej strony.
Bardzo wzruszające odcinki, szczególnie kiedy Felicia dowiedziała się o wszystkim i kiedy przedstawiła swoje świąteczne oczekiwania...
-
***Lala***
- Posty: 28
- Rejestracja: 2009-06-13, 11:28
- Lokalizacja: polska
Bardzo współczuję Bridget.
Wydawało się jej, że nareszcie zaczyna wychodzić na prostą, a tu taka niespodzianka. Po Deaconie, który ożenił się z nią, żeby być z Amber, a potem związał się z jej matką która zaszła w ciążę, po Nietoperze, po Nicku który kocha jej matkę i nie byłby z nią (Bridget), gdyby nie dziecko, chciała nareszcie i wierzyła, że może kogoś kochać miłością bezgraniczną, nieskomplikowaną, kogoś kto byłby dla niej najważniejszy bez względu na wszystko, chciała oddać się temu komuś całkowicie. A tu jednak nie może, bo okazuje się, że jest jeszcze jedno dziecko, byłej dziewczyny jej męża, którym ma się zaopiekować, że musi podzielić (i jest świadoma, że bezwzględnie po równo) swoją miłość między dzieciatko które nosi pod sercem, a obce. Że ten ktoś kto po tych wszystkich życiowych rozczarowaniach miał być wreszcie kimś najważniejszym bez wątpliwości, bez strachu, że odejdzie, kimś po prostu jej na zawsze, tym jedynym, nie może nim być. To bardzo, bardzo trudna sytuacja biorąc pod uwagę związki i relacje emocjonalne w całym życiu Bridget.
Wydawało się jej, że nareszcie zaczyna wychodzić na prostą, a tu taka niespodzianka. Po Deaconie, który ożenił się z nią, żeby być z Amber, a potem związał się z jej matką która zaszła w ciążę, po Nietoperze, po Nicku który kocha jej matkę i nie byłby z nią (Bridget), gdyby nie dziecko, chciała nareszcie i wierzyła, że może kogoś kochać miłością bezgraniczną, nieskomplikowaną, kogoś kto byłby dla niej najważniejszy bez względu na wszystko, chciała oddać się temu komuś całkowicie. A tu jednak nie może, bo okazuje się, że jest jeszcze jedno dziecko, byłej dziewczyny jej męża, którym ma się zaopiekować, że musi podzielić (i jest świadoma, że bezwzględnie po równo) swoją miłość między dzieciatko które nosi pod sercem, a obce. Że ten ktoś kto po tych wszystkich życiowych rozczarowaniach miał być wreszcie kimś najważniejszym bez wątpliwości, bez strachu, że odejdzie, kimś po prostu jej na zawsze, tym jedynym, nie może nim być. To bardzo, bardzo trudna sytuacja biorąc pod uwagę związki i relacje emocjonalne w całym życiu Bridget.
I’m your dream, make you real
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
- Pottermaniack
- Posty: 2902
- Rejestracja: 2008-12-20, 19:21
- Lokalizacja: Stąd
Dawidku, mnie też zdziwiło, że już wkrótce święta.
A pamiętam, jak rok temu Ridge i Thorne pogodzili się w tym czasie.
Dzisiaj w odcinku była melodia z pożegnania Ridge'a i Taylor.
To strasznie przygnębiające, że Felicia żartuje ze swojej śmierci, mówi o przeszłości syna, chociaż jej wtedy już nie będzie. Nadal liczę na jakiś cud.
Cieszę się, że Stephanie i Eryk zakopali topór wojenny. Słusznie Stephanie stwierdziła, że jak może świętować, skoro jej córka umrze.
Brooke była totalnie niepotrzebna, znowu wprowadziła wątek nieszczęśliwej miłości jej i Nicka.
Jak tak bardzo cierpi, to niech weźmie Nicka, bardziej sytuacji nie skomplikuje.
Kiedy widzę jej słynną minę męczennicy, mam ochotę dać jej w twarz.
Dzisiaj w odcinku była melodia z pożegnania Ridge'a i Taylor.
Cieszę się, że Stephanie i Eryk zakopali topór wojenny. Słusznie Stephanie stwierdziła, że jak może świętować, skoro jej córka umrze.
Brooke była totalnie niepotrzebna, znowu wprowadziła wątek nieszczęśliwej miłości jej i Nicka.
-
Dawidek
- Administrator
- Posty: 10467
- Rejestracja: 2006-06-21, 22:17
- Lokalizacja: woj. śląskie
- Wiek: 44
To chyba będą jedne z najsmutniejszych świąt w historii "MnS"...
Tiril, zgadzam się z Tobą całkowicie, co do sytuacji Bridget. Na nią za dużo spadło, ale cieszę się, że podjęła taką a nie inną decyzję. Pytanie tylko, czy ta decyzja była całkowicie przemyślana.
Bardzo podobała mi się rozmowa między Bridget a Felicią. Takie szczere rozmowy mogą być terapeutyczne. Podobało mi się, jak Felicia została uświadomiona przez Taylor, w jakiej tak naprawdę sytuacji jest Bridget.
Też liczę na cud - w postaci, że Felicia zdecyduje się na chemioterapię. Może po niej nastąpi drugi cud.
Tiril, zgadzam się z Tobą całkowicie, co do sytuacji Bridget. Na nią za dużo spadło, ale cieszę się, że podjęła taką a nie inną decyzję. Pytanie tylko, czy ta decyzja była całkowicie przemyślana.
Też liczę na cud - w postaci, że Felicia zdecyduje się na chemioterapię. Może po niej nastąpi drugi cud.
Beznadziejna jest cała ta sytuacja z Felicią i dzieckiem. Bridget musiała się zdobyć na wielką odwagę, że zgodziła się wychowywać Dominicka, po śmierci Felicii.
Dobrze, że Stephanie i Eryk są teraz w nienajgorszych stosunkach. To ważne dla Felicii. Ale ja tak jak Dawidek liczę na to, że zdecyduje się ona na chemię i nie będą to jej ostatnie święta. W ogóle przez te święta w MNS już mi się zaczął udzielać świąteczny nastrój i coraz bardziej na nie czekam xD
Dobrze, że Stephanie i Eryk są teraz w nienajgorszych stosunkach. To ważne dla Felicii. Ale ja tak jak Dawidek liczę na to, że zdecyduje się ona na chemię i nie będą to jej ostatnie święta. W ogóle przez te święta w MNS już mi się zaczął udzielać świąteczny nastrój i coraz bardziej na nie czekam xD
Nie wiem czemu w postępowaniu Bridget widzicie odwagę?
Mnie razi jej nieodpowiedzialność i zwyczajna głupota.
Po pierwsze, dziewczyna rozmyśla całą noc i rano jest przekonana, że nie potrafi pokochać tego dziecka. Widzi swojego męża z dzieckiem i nagle dostaje olśnienia i na skutek chwilowych emocji (sama to powiedziała!) bierze na siebie ciężar wychowania dziecka swojej przyrodniej siostry. A, przepraszam bardzo, jaki ona jest mu w stanie dom zapewnić? Z tatusiem, który nie kocha swojej żony, tylko jej matkę? Ile razy w ciągu ostatniego roku schodziła się i rozchodziła z Nickiem? Jaki to miałoby wpływ na dziecko? Jakim trzeba być naiwnym człowiekiem, żeby cztery razy podchodzić do ślubu w ciągu kilku miesięcy i nagle mieć pewność i podejmować zobowiązanie na całe życie? Bridget jest nieodpowiedzialna, ona nie ma kontroli nad swoim życiem, nie wiem jak można na podstawie tej chwili spokoju, którą miała po miesiącach (latach?) kryzysów i zawirowań rodzinno-małżeńskich podejmować się takiego ważnego zadania: stworzenia stabilnej rodziny obcemu dziecku. To zdecydowanie za szybka decyzja, podjęta pod wpływem chwilowych emocji, moim zdaniem Bridget postąpiła irracjonalnie.
Po pierwsze, dziewczyna rozmyśla całą noc i rano jest przekonana, że nie potrafi pokochać tego dziecka. Widzi swojego męża z dzieckiem i nagle dostaje olśnienia i na skutek chwilowych emocji (sama to powiedziała!) bierze na siebie ciężar wychowania dziecka swojej przyrodniej siostry. A, przepraszam bardzo, jaki ona jest mu w stanie dom zapewnić? Z tatusiem, który nie kocha swojej żony, tylko jej matkę? Ile razy w ciągu ostatniego roku schodziła się i rozchodziła z Nickiem? Jaki to miałoby wpływ na dziecko? Jakim trzeba być naiwnym człowiekiem, żeby cztery razy podchodzić do ślubu w ciągu kilku miesięcy i nagle mieć pewność i podejmować zobowiązanie na całe życie? Bridget jest nieodpowiedzialna, ona nie ma kontroli nad swoim życiem, nie wiem jak można na podstawie tej chwili spokoju, którą miała po miesiącach (latach?) kryzysów i zawirowań rodzinno-małżeńskich podejmować się takiego ważnego zadania: stworzenia stabilnej rodziny obcemu dziecku. To zdecydowanie za szybka decyzja, podjęta pod wpływem chwilowych emocji, moim zdaniem Bridget postąpiła irracjonalnie.
- Pottermaniack
- Posty: 2902
- Rejestracja: 2008-12-20, 19:21
- Lokalizacja: Stąd
Świąteczny nastrój już się wszystkim udzielił.
Zgadzam się z Brooke, że święta będą dziwne, zważywszy na ostatni rok. Logan podzieli się opłatkiem z kobietą( taka przenośnia, bo u nich opłatków chyba nie ma), która ją spoliczkowała i co rusz wyzywała od szmat, Królowa złoży życzenia komuś, kto próbował ją zabić, Nick będzie siedział z trzema kobietami, które na swój sposób kocha, a wszystkie one kochają go na poważnie, Hope usiądzie na kolanach swojego szwagra. 



