Gdy byłam na urlopie w Zakopcu zrobiłam sobie jedniodniową wycieczkę do Krakowa. Pech chciał, że w tym samym czasie były też tam miski.

Przyjmowane były z największymi honorami. Ochroniarzy niezliczona ilość, jak jechały swoimi autokarami przed i za nimi poruszały się kordony policji oczywiście na sygnałach. Całe miasto sparaliżowane bo miski to , bo miski tamto.... A pech,że je spotkałam bo co gdzie chciałam iść tam miski. Na rynku - miski, w Kościele Mariackim - miski, chcieliśmy posłuchać hejnału a tu miski już odchodziły ,orkiesta zaczęła grać i wszystko zagłuszyła, jedziemy na Wawel - miski już tam są, no i wkońcu dotarliśmy do Wieliczki i zgadnijcie kogo widzimy? - miski oczywiście. Miałam już tego dosyć bo musieliśmy na wszystko czekać i przepuszczać je

.
Jedyne moje spostrzeżenie widząc je na żywo - za dużo tapety i za chude, boże to chodzące kościotrupki, w TV nie wyglądają aż tak kościście!
W Gdyni gdzie mieszkam miski też były, całe szczęście nie miałam okazji ich spotkać, ale pozostało po nich ok. 100 drzewek które posadziły w pasie zieleni nad morzem.