Stephanie jest zła, może nie do szpiku kości, ale siedzi w niej niesamowite zło które przelewa na Brooke, a kiedyś przelewała je na Morgan. To przykre co się dzieje z tą kobietą. Wydaje mi się, że w przeszłości była taka sama jak Brooke.
Ridge jest paskudny, ledwo wyleciał z Morgan i już jakieś zaloty, coś tam się szykuje. Widać, że cholenie go boili, że dziewczyna dała mu kosza. Hmm.. czy kiedykolwiek zdarzyło mu się to? Przecież on ma się za ideała, i tylko on przebiera ciągle w panienkach (przebierał, nie kłóćmy się
Taylor jest naiwna, myśląc, że przyjaźń z Morgan wyjdzie jej na dobre. Kieruje się mottem "Trzymaj swoich przyjaciół blisko, lecz wrogów jeszcze bliżej".
Amber, Rick, Kimberly - temat rzeka. Kimberly wielokrotnie zmieniała swoje podejście do życia. Na początku wszystkim się spodobała, bo to przecież taka dobra, łagodna dziewczyna, taka niewinna, wstrzemięźliwa itp, ok. Ale co stało się z nią później? Pamiętacie jak mówiła "Modlę, się żeby temu dziecku coś się stało, żeby się nie urodziło". Mówiła to o dziecku Amber i Ricka. To było podłe!!!! Poznaliśmy wtedy Kimberly - egoistkę, egocentryczkę. Straciłem wtedy szacunek do niej. Później jeszcze kilka razy wachała się między stroną dobra, a zła, ostatecznie przechodząc na tą ciemną stronę.
Amber nie jest zła, ona po prostu działa pod wpływem emocji, za bardzo daje sobą manipulować. Kochała swoje dziecko, opłakiwała jego śmierć i długo nie mogła przyjść do siebie po jego śmierci. Gdyby nie jej matka Tawny, wszystko potoczyłoby się inaczej. Cieszę się, że Amber chce stanąć na nogi o własnych siłach.
Rick, przestałem go szanować już dawno, kiedy na boku przespał się z Kimberly (seksu nie było
Becky i Cj - sto lat młodej parze, pasują do siebie. Są tacy szczęśliwi.





