Bieżące odcinki cz. 1
-
Gabra-Sheila
- Posty: 2572
- Rejestracja: 2006-06-30, 16:08
- Lokalizacja: Jedlicze
Jak ja nie cierpię Brooke!
To co powiedziała Deaconowi
Stephanie to bardzo mądra kobieta! Taka doświadczona życiowo i kolejny raz miała rację! Jakby przepowiedziała, że Brooke skrzywdzi Thorne'a...Ja myślałam, że ona to mówiła o Thornie, Thorne podsłuchiwał (jak wszyscy Forresterowie
) i miał lekki uśmiech na ustach a tu BUM!
To tak jakby Brooke wylała wiadro zimnej wody na niego
Nawet Deacon się zdziwił, bo sam myślał, że to co mówiła było o Thornie
Ale Stephanie miała rację, Brooke się nigdy nie zmieni!
A na początku pierwszego odcinka Deacon zrobił Bridget śniadanie
Był dla niej taki czuły i dobry
Śliczny pierścionek kupił 
A ja trzymałam w ręku tależyk i nawet się nie poczułam jak mi wyleciał z rąk...Szczęka mi opadła ( podobnie jak Thornowi ) .
Stephanie to bardzo mądra kobieta! Taka doświadczona życiowo i kolejny raz miała rację! Jakby przepowiedziała, że Brooke skrzywdzi Thorne'a...Ja myślałam, że ona to mówiła o Thornie, Thorne podsłuchiwał (jak wszyscy Forresterowie
A na początku pierwszego odcinka Deacon zrobił Bridget śniadanie
mysia pisze:Robi zgadzam się z tobą w zupełnościBrook Okazało sie, że nie byla szczęśliwa w związku z Tornem jednak nigdy mu tego nie okazała.
Popieram Muchę i Cosmo
Team Hunter:)A jak!
- Marek Forrester
- Posty: 5254
- Rejestracja: 2006-02-03, 11:10
- Lokalizacja: Kalisz
Piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce, w Modzie wszystko uderza dwa razy... Koło znów się zatacza. Znów zaczynamy wątek Brooke&Ridge kontra reszta świata. Słowa Brooke wywołały w Thornie mieszankę uczuć, dopiero co kłócił się z matką a teraz słyszy takie słowa od żony. Brooke cały czas go okłamuje, spędza z nim dnie, noce a myśli o Ridgu...
Nobody does it better
A proszę Cię bardzo.mucha331 pisze:
Damians, wszystko pięknie i ładnie, ale czemu w swojej wypowiedzi skupiłeś się jedynie na Brooke i Deaconie ?
Czemu nie pomyślałeś o tym, co czuje biedny Thorne i o tym, co czuła biedna Macy ? A jeśli Brooke jest taka zagubiona i taka biedna, to niech wreszcie zajmie się swoim życiem i przestanie mieszać u innych![]()
Co może czuć Thorne? Na pewno po tym, co usłyszał będzie zły, rozgoryczony i może znienawidzić Brooke itd. Ale moim zdaniem należałoby wejść głębiej w psychikę młodego Forrestera. Odkąd tylko oglądamy film, Thorne zawsze kieruje swoje uczucia w kobiety, które należały do jego brata. Tak było z Caroline, Taylor a teraz jest z Brooke. Ale o tym za chwilę. Jedynym wyjątkiem, kobietą do której Thorne coś poczuł, a ta kobieta nie należała do boskiego Ridge'a była Macy. Śmiem twierdzić, że na początku Thorne i Macy na prawdę się kochali, byli szczęśliwi. Ale czy oni są "pokrewnymi duszami"? Mogli nam to udowodnić i zrobili to, odpowiedź brzmi NIE. Macy nie była szczęśliwa w małżeństwie, o czym świadczą liczne romanse, podobnie jak Thorne. Niby byli razem, wszystko cacy, ale zawsze coś brakowało, zawsze brakowało tej iskierki, która by ich scalił. Wreszcie Macy znalazła upragnione szczęście, istotę, której pragnęła bezgranicznie, tego jedynego - to był Grant. I niby byli szczęśliwi, dla Macy to był ten jedyny, a jednak czegoś w tym związku brakowała... Wiecie czego? Dzieci! Ktoś to musi wreszcie napisać: Macy najbardziej na świecie pragnęła dziecka!!! Nie udało jej się z Thornem, próbowała z Grantem... To jest przykre, ale prawdziwe, Macy nie znalazła szczęścia, ponieważ nie miała dziecka, a właśnie to było jej największym marzeniem. Kto wie, gdyby nie śmieć Granta, może zdecydowaliby się na sztuczne zapłodnienie, adopcję - bo tylko dziecko scaliłoby ich na dobre...
Piszecie, że każdy ma prawo do szczęścia, to co? Thorne miał być nieszczęśliwy tylko dlatego, żeby Macy była szczęśliwa będąc z nim? Thorne wreszcie zrozumiał, że Macy nie jest mu przeznaczona ( największym tego dowodem była jego rozmowa z Macy na zapleczu podczas jej ślubu z Grantem), był zagubiony i szukał szczęścia i znalazł - również samotną, zagubioną istotę, pragnącą szczęścia i miłości - to była Brooke. I tak jak kiedyś był z Caroline, próbował z Taylor teraz mimo wewnętrznego oporu postanowił związać się z kolejną kobietą brata, mimo iż znał Brooke od wielu lat i wiedział, że taka miłość jaką Brooke darzy Ridge'a nie przemija od tak sobie, taka miłość jest wieczna!
Wniosek końcowy: Thorne wiążąc się z Macy musiał wiedzieć co Brooke czuje do Ridge'a, nie chciał w to wierzyć, zagłuszał w sobie te myśli. Tak samo postąpiła Brooke. Pragnęła szczęścia, zagłuszyła w sobie uczucia do Ridge'a oddając się swojemu wieloletniemu przyjacielowi, człowiekowi, który był jej bliski, w którym chciała znaleźć pokrewną duszę...
Powiedz mi proszę jak Brooke ma się zająć swoim życiem, jak zawsze coś staje jej na drodze? Brooke była szczęśliwa z Ridge'm, byli małżeństwem - stanowili integralną całość! Jednak musiała pojawić się inna kobieta i to właśnie ta kobieta wmieszała się w życie szczęśliwego małżeństwa, jak to ujęła jedna z gazet Małżeństwa roku, Najszczęśliwszej pary w Hollywood ( czy jakoś tak). Przy wsparciu wrogów Brooke, tej kobiecie udało się odzyskać Ridge'a a Brooke została sama. I kto tu się miesza???
Za drugim razem, jak wiadomo, Ridge wybrał tę kobietę tylko ze względu na dobro syna. I znów ta kobieta zaingerowała w życie szczęśliwego małżeństwa, bezczelnie wraz ze swoim synem wmieszał sie w życie Brooke...
Gdyby nie te przypadki Brooke byłaby szczęśliwa z Ridge'm, nie musiałaby szukać szczęścia w ramionach innych mężczyzn...
No właśnie! Brooke wie, że to jest złe, że przez to można tylko cierpieć i dlatego chce aby Amber tego nie zaznała, aby była szczęśliwa. A prawdziwe szczęście może dać jej tylko Deacon! Owszem, Brooke dalej by oszukiwała, ale tylko i wyłącznie siebie, swoje serce. Mimo to, jestem przekonany, że pewnego dnia by nie wytrzymała, nie mogłaby już więcej tłumić swoich uczuć do Ridge'a, pewnego dnia o wszystkim powiedziałaby Thorne'owi...Co więcej! Zarzucaliście Amber (ja też!), że pragnie Deacon'a, a jest z Rick'em. No a czym różni się Brooke ?! Gdyby Thorne nie podsłuchał rozmowy, to nadal pogrążałaby go w kłamstwie!!!
Ale powiedz za co? Za to, że wreszcie powiedziała prawdę, ujawniła swoje głęboko skrywane uczucia? Za to właśnie jeszcze bardziej zdobyła moje uznanie!I proszę niektórych, żeby nie byli żałośni i chociaż raz potrafili skrytykować swoją pupilkę Brooke, bo zdecydowanie jest za co!
Na koniec napiszę wielki wniosek, czystą prawdę, która tak na prawdę jest sensem istnienia Mody na sukces od pierwszych odcinków i będzie jej sensem do odcinka ostatniego...
Brooke kocha tylko i wyłącznie Ridge'a, a Ridge kocha tylko i wyłącznie Brooke. To są właśnie te dwie pokrewne dusze, które pokazują nam, że prawdziwa miłość przetrwa wszystkie przeciwności!
I ja jestem przekonany, że któregoś dnia nam to udowodnią!
Napewną nie była nią Macy , ich związki rozpadały się z błahych powodów . Być może Thorne jeszcze nie znalazł swojej drugiej połówki . Zawsze zadowalał się odrzuconymi kobietami Ridge .piotrek11 pisze:Racja Damians z tym wnioskiem końcowym , tylko odpowiedz mi teraz kto jest pokrewną duszą Thorna![]()
Tiril: Brooke może nie jest specjalistką ,ale wie co czuję Deacon i Amber , bo ona to samo przeżywa . Jedynie co ich różni to to ,że Amber ma wielkie szanse ułóżyć sobie szczęśliwe życie , Logan natomiast nie miała wyjścia i musiała zapomnieć o swojej miłości . A pod wpływem ratowania córki wszystkie uczcia z niej wyszły .
[scroll][you] Zapraszam na Forum Katherine Kelly Lang, serialowej Brooke Logan Forrester[/scroll]
Forum Brooke www.katherinekellylang.fora.pl
Forum Brooke www.katherinekellylang.fora.pl
Moim zdaniem bardzo dobrze stało sie, że Brook zdecydowała się wreszcie na ujawnienie swoich uczuć. Deacon nie był moze najlepszą osoba, której mozna się zwierzać, ale liczy sie sam fakt, że Brook zmierzyła się z rzeczywistością. Bo moim zdaniem to jest jej rzeczywistość. Brook i Ridge pasują do siebie od samego początku B&B i ja zawsze miałam takie zdanie. ten epizod z Thornem był bezsensowny, zranił wielu ludzi ( najbardziej Macy) zasiał mnóstwo niepojkoju a koniec był tragiczny. Ja osobiście lubie odcinki z Ridge & Brook - kiedy sa para lub kiedy Brook się za nim ugania (to jest dla mnie właściwa akcja tego serialu). Tylko ublewam nad godziną emisji pokrywa sie pierwszy odcinek z La Mujer en el Espejo na Pulsie i nie mogę oglądać. Wole LMeeE. No trudno się mówi. A swoją drogą - wczoraj była scenka z przeszłości z labolatorium. Rigde przypominał mi Marcosa a Brook - Maritzę. Wogóle ta scenka była śliczna. Pamiętam ją , kiedy leciała przed laty w tv.
MUNDO LATINO ES MI DESTINO
Mam nadzieję że Sally dowie sie o nowej zachciance Brooke i dokopie jej w końcu za to co zrobiła Macy. Nieszczęsna Macy nie musiała zginąć. Nigdy tego nie wybaczę Brooke. I kończe tą dyskusję bo te wasze cudowne tłumaczenia robią mi powoli wodę z mózgu.
To że Brooke szukała szczęścia po stracie Ridge'a jej nie usprawiedliwia!
To że Brooke szukała szczęścia po stracie Ridge'a jej nie usprawiedliwia!
Amber próbuje szukać szczęścia z Rickiem,bo uważam,że to on jest jej prawdziwą miłością(od dłuższego czasu to za nim płakała i chciała z nim być bez względu na wszystko,a Deacon?Deacon to tylko pożadanie i namiętność,ale wiadomo,że kiedy to wszystko zgaśnie nie zostanie już nic,a z Rickiem będzie uczucie może nie tak gwałtowne,ale prawdziwe,które czuła do niego niemal od początku)Tylko dlaczego fani Brooke zarzucają Amber,że źle robi,a sami nie widzą rzeczy ktorej Brooke zrobila?Ta kobieta doprowadziła do końca małżeństwa Macy&Thorna,walczyła z cała jego rodziną,a teraz co?Teraz nagle piękny Ridżuś jest miłościa jej życia
żałosne.Mogła sobie darować wtedy te gatki o pokrewieństwie dusz z Thornem,skoro widocznie jednak Ridge jest jej przeznaczeniem.
Someone call the ambulance, there's gonna be an accident...
Brooke walczyła o Ridga ale musiała odpuścić, musiała, bo nie miała wyjścia, chociaż mogła dalej sie mu narzucać, ale po co? To nie miałoby sensu, bo Ridge ma rodzine, a Brooke z pewnością nie chciałaby zabrać dzieciom ojca. Potem pojawił się Thorne, a Brooke na pewno była nim tak zauroczona, że wydawało jej sie, że to On jest miłoscią jej życia. Przecież w życiu często sie tak zdarza, dopiero po pewnym czasie uświadamiamy sobie, ze to jednak nie jest ten... Walczyła o Niego, bo chciała z nim stworzyć szczęsliwy związek i wcale nie musi go nie kochać, nie... Tylko, że Ridge już nie jest dla niej dostępny, przynajmniej teraz, co będzie dalej nie wiadomo. Brooke wiedziałą, że nie ma sensu dalej latać za Ridgem i chciała sobie ułożyc życie, a to, że On zawsze będzie w jej sercu to jest normalne i nie widzę w tym nic złego... Ja ją w pełni rozumiem...
Z kolei Thorne to jest druga sprawa, szkoda mi go, bo wiele przeszedł, wyparł sie dla Brooke wszystkiego, walczył z całą rodziną i teraz usłyszał, że miłością Jej życia jest Ridge... Można sobie tylko wyobrazić co on czuje...
Ja tu nie potępiam ani nie usprawiedliwiam Brooke po prostu ja rozumiem....
Zobaczymy co będzie dalej...
Z kolei Thorne to jest druga sprawa, szkoda mi go, bo wiele przeszedł, wyparł sie dla Brooke wszystkiego, walczył z całą rodziną i teraz usłyszał, że miłością Jej życia jest Ridge... Można sobie tylko wyobrazić co on czuje...
Ja tu nie potępiam ani nie usprawiedliwiam Brooke po prostu ja rozumiem....
Zobaczymy co będzie dalej...
Dzisiejszy odcinek pod jednym względem był bez sensu - Deacon nie chcąc przyznać racji Brooke, cały czas ją przyznawał
Potwierdzał to co ona mówi, jak grzeczny chłopczyk mamusi... Gdyby nie Thorne za ścianą, to byłoby jawnie bez sensu. Cała "Moda..." 
W drugim odcinku Thorne przyciemniony i filmowany od dołu tak mi się skojarzył z Trachtą, że szok

W drugim odcinku Thorne przyciemniony i filmowany od dołu tak mi się skojarzył z Trachtą, że szok
Damians, nadal nie mogę uwierzyć w to, jak bardzo jesteś zapatrzony w Brooke
Ślepo zapatrzony
Dla Ciebie liczy się tylko ona! Co tam, że inni cierpią ? Niech Brooke zniszczy Taylor bo przecież Ridge jej się należy! Niech rozwala kolejne małżeństwa, bo przecież ona musi być szczęśliwa! Nie wiem, czy śmiać się czy płakać...
Dzisiejsze odcinki tylko utwierdzily mnie w przekonaniu, że Brooke jest podłą modliszką, egoistką myślącą o własnym szczęściu. Sto razy wolę naiwną Bridget niż Brooke i wcale nie dziwię się jej, że nie słucha rad matki, która do starości będzie zachowywała się jak ostatnia...
Dzisiejsze odcinki tylko utwierdzily mnie w przekonaniu, że Brooke jest podłą modliszką, egoistką myślącą o własnym szczęściu. Sto razy wolę naiwną Bridget niż Brooke i wcale nie dziwię się jej, że nie słucha rad matki, która do starości będzie zachowywała się jak ostatnia...
Zapraszam do czytania:
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195







