Scenarzystów chyba mocno poniosło z tym nachalnym wciskaniem nam Hope, Liama i Steffy. Efekt moim zdaniem jest odwrotny - nie mogę patrzeć na nich oraz Katie i Billa. Wszystko rozumiem, ale dawanie im trzech całych odcinków na powtarzenie tych samych tekstów to moim zdaniem nieudolność. Jeszcze ta ciemna sceneria, która w połączeniu z dennymi dialogami zwyczajnie usypia. I wszystko byłoby ok, bo takie rzeczy nie raz już się w MNS zdarzały, ale zawsze były przerywane czymś innym, jakimikolwiek innymi scenami, które poruszały inny temat.
Dziś wreszcie pojawił się ktoś inny. Swoją drogą komiczne, że to ten sam dzień, w którym Donna oglądała teleturniej, a dopiero po 6 odcinkach dojechała do FC by poinformować o swoim odkryciu. No i gdzie się podziało jej przeziębienie? Przez tydzień, owszem, można wyzdrowieć, ale w czasie modowym minęło kilka godzin
Krótko mówiąc, odcinki z tego tygodnia są gorsze, niż najniższych lotów stereotypy o serialu.
