A ja już czekam na 3 sezon w TVN... Ostatnio oglądałem odcinki z I i II sezonu super wspomnienia, w święta obejrzę odcinek świąteczny OC był chyba w II sezonie
Życie na fali (The O.C.)
- Marek Forrester
- Posty: 5254
- Rejestracja: 2006-02-03, 11:10
- Lokalizacja: Kalisz
Już wiem, że w nagrodę dostanę na płytkach 3 sezon The O.C.
A oto moja praca, ktora zajęła 3 miejsce. Jest ona wymyślonym przeze mnie zakończeniem 1 sezonu. Pamiętajmy, że w ostatnim odcinku Seth odpłynął, Ryan wyjechał do Theresy, Marissa sięga po alkohol, Summer zostaje sama, Caleb i Julie biorą ślub. Nie jest jakiś zaskakujący, nie ma szalonych zwrotów akcji. Ale myślę, że dzięki temu jest naturalny i bardzo prawdopodobny. Ja właśnie tak widziałem zakończenie 1 sezonu. Wierzę, że się spodoba
Scena 1
W Orange County właśnie wstawało słońce, na ulicach pojawiali się pierwsi ludzie, dzień budził się do życia. Kirsten patrzyła na tych ludzi jako ktoś zupełnie inny niż oni. Tak, była pewna, że nikt z tych ludzi nie przeżywał teraz właśnie tego, co ona.
Żaden z nich nie stracił w ciągu dnia dwójki swych ukochanych dzieci. Żaden z nich nie cierpiał teraz tak, jak ona i wreszcie żaden z nich, do cholery, nie zastanawiał się, co dzieje się teraz z jej pociechami. „Nie zasłużyłam na to…” – wyszeptała sama do siebie i otarła pojedynczą łzę. Jak na zawołanie, w kuchni pojawił się Sandy.
Hej, już nie śpisz ? – zbliżył się do żony i ucałował ją w czoło.
Nie zmrużyłam oka przez całą noc… – odparła popijając poranną kawę.
To już wiem, czemu w nocy było mi tak zimno. – uśmiechnął się z przekorą. – Całą noc spędziłaś opierając się o kuchenny parapet pełen tych wszystkich okruchów ?
Sandy, czy ty naprawdę nie odczuwasz grozy ostatnich wydarzeń ? – zapytała z wyrzutem.
Seth wróci, jestem tego pewien. – odrzekł patrząc jej prosto w oczy.
A jeśli …
Seth wróci. – powtórzył Sandy podkreślając siłę i moc swych wcześniejszych słów.
Co zrobiliśmy nie tak ? – opuściła głowę.
Sandy odstawił butelkę mleka do lodówki i zbliżył się do żony.
Kochanie, przecież doskonale wiesz, że Seth odszedł z powodu wyjazdu Ryan’a. – przytulił ją.
On nigdy nie wypływał sam w rejsy…
Mamy dorosłego i bardzo dzielnego syna. Na pewno da sobie radę. I jestem pewien, że wkrótce zadzwoni. – ucałował jej policzki. – Hmm… pierwszy raz widzę cię bez makijażu. – odparł, a ona nie mogła powstrzymać uśmiechu.
W życiu każdej kobiety przychodzi taki okres, kiedy nawet genialnie zrobiony makijaż nie ukryje jej zmarszczek. – odrzekła wciąż się uśmiechając.
Ale ty nie jesteś każdą kobietą, tylko moją kobietą. – skończył ściskać jej lodowate dłonie. – Idę się ubrać. – udał się w stronę sypialni.
Sandy. – zatrzymała go, gdy już przechodził przez próg. – Dziękuję. – uśmiechnęła się, a on odpowiedział jej tym samym.
Scena 2
Julie po cichu zapukała do pokoju Marissy, jednak nie odpowiedział jej żaden głos. Zapukała dobitniej, jednak i tym razem odpowiedziała jej cisza. Weszła więc do pokoju i widząc Marissę śpiącą w najlepsze, uśmiechnęła się.
„Teraz będzie już dobrze. – pomyślała. – Wreszcie będziemy szczęśliwe. Dzięki Caleb’owi. Będziemy mogły mieć, co tylko zechcemy” – zbliżyła się do łóżka Marissy i mocniej przykryła ją kocem. Tym jednym ruchem ją obudziła.
Co ty tu robisz ? – Marissa omal nie podskoczyła.
Chciałam zapytać, jak spało ci się w nowym domu. – odparła Julie uśmiechając się od ucha do ucha.
Przecież widziałaś, że śpię. – odparła arogancko Marissa i mocniej otuliła się kocem.
Kochanie. – Julie złapała swą córkę za rękę i popatrzyła jej prosto w oczy. – Chcę rozpocząć wszystko od nowa. Wyszłam za mąż, zamieszkałam w tym pięknym domu z największym bogaczem w Orange County, zapomniałam o przeszłości. Chcę również, aby i nasze stosunki się zmieniły.
Miłość jest różna od pieniędzy. – Marissa wyrwała swą rękę z uścisku matki i odwróciła twarz. – Wczoraj wieczorem postanowiłam, że zamieszkam z ojcem i Hailey.
Na twarzy Julie odmalowały się krwiste rumieńce.
Skarbie, wiem, że ostatnio nie było między nami dobrze, ale obiecuję ci, że teraz wszystko się zmieni. Ze swojej strony zrobię wszystko, aby właśnie tak było. Chcę, abyśmy zostały przyjaciółkami, takimi prawdziwymi przyjaciółkami. – Julie nie zdradzała w swych słowach ani krzty zdenerwowania.
To niemożliwe. – Marissa rzuciła jej gniewne spojrzenie. – Nigdy nie zostaniemy przyjaciółkami.
Zaufaj mi… - odparła Julie i ponownie chwyciła Marissę za rękę, jednak ona ponownie się wyrwała i wstała z łóżka. W tym momencie wyturlała się z niego pusta butelka whisky, którą Marissa do tej pory tak dyskretnie chowała. Julie poczuła, że drżą jej ręce, a Marissa nie mogła opanować łez.
Proszę cię… – Julie podniosła pustą butelkę. – Powiedz mi, że ta butelka znalazła się tu przypadkiem…
Marissa opuściła głowę.
Kochanie…
Ty nic nie rozumiesz! – wrzasnęła Marissa.
Potrzebujesz pomocy.
Zostaw mnie w spokoju! Zajmij się swym nowym bogatym mężem i swym nowym pięknym domem!
Boże, jak ja mogłam tego nie zauważyć… jak mogłam nie zauważyć, że moja własna córka staje się alkoholiczką…
Nie chcę cię słuchać! Wynoś się stąd! – krzyczała przez łzy Marissa.
Jeszcze nic nie jest stracone… - Julie zbliżyła się do córki.
Wynoś się stąd! – Marissa odepchnęła matkę i sama wybiegła ze swego pokoju. A Julie poczuła dziwne skurcze w żołądku i usłyszała bicie swego serca. Straciła córkę…
Scena 3
Seth właśnie cumował swój jacht w przystani w Vancouver, kilkadziesiąt kilometrów od Portland. Gorąco promienie słoneczne mocno oświetlały jego spocone skronie. W tym momencie marzył jedynie o lodowatej puszce coli. Odwrócił się i niechcący zderzył się z krótkowłosą blondynką. Omal nie omdlał zobaczywszy jej twarz.
Cohen.
Anna.
Boże. – na twarzy Anny Stern pojawił się szeroki uśmiech.
Naprawdę zostałem Bogiem ? – Seth zaczął macać swój sweterek.
Ach! – Anna rzuciła się w jego ramiona i mocno wtuliła się w jego dość mizerny tors.
A może ja rzeczywiście trafiłem do nieba ? – Seth złapał się za głowę. – Hmm, tego nie było w planie. Wiem! Jesteś medium!
Ty i te twoje teksty. – Anna po raz kolejny szeroko się uśmiechnęła.
Specjalnie przyjąłeś głos Anny i założyłeś tą jej myckę.
Och, przestań już! – uderzyła go w głowę.
To ty naprawdę jesteś Anną ? – popatrzył na nią z ironią. – Heeej. – teraz to on mocno ją przytulił.
Co ty tutaj robisz ? Jeszcze w Vancouver cię nie widzieli! – trąciła go w ramię.
Leczę smutki, znaczy topię smutki, znaczy nie, przecież nie chcę się utopić. Odpoczywam. – pokiwał głową. – Tak, to będzie najlepsze określenie.
Cohen.
Tak mam na imię ?
Chodź. – chwyciła go za rękę. – Tam za rogiem jest fajna kawiarenka. Napijemy się coli i spokojnie porozmawiamy.
Scena 4
Nie histeryzuj. – odparł Jimmie niezbyt przekonany wyznaniem Julie.
Nasza córka pogrążyła się w nałogu, a ty jesteś mi tylko w stanie wykrzesać to banalne zdanie ?! – oburzyła się Julie.
Taka jest młodość. Doskonale pamiętam, jak i my czasem upijaliśmy się dyskretnie podczas rodzinnych imprez i nikt nie robił z tego powodu afery. – uśmiechnął się Jimmie.
Ale to nie były…
To były, Julie. – przerwał jej. – To były dziesiątki puszek, a nie jedna pusta butelka po tanim whisky.
Och! – machnęła rękami. – Ona chce z tobą zamieszkać.
A więc tu cię boli… czemu od razu nie zaczęłaś rozmowy od tego ?
Nie pozwolę, aby moja córka mieszkała w jednym domu z największą skandalistką Orange County!
Nie zapominaj, że Hailey jest córką Caleb’a. – Jimmie zrobił ironiczną minę.
Wyczuwam sarkazm. – Julie obrzuciła go wściekłym spojrzeniem.
Masz niezły węch.
Przyznaj się, to ty namówiłeś Marissę, aby zostawiła mnie samą i z tobą zamieszkała, prawda ?!
Marissa zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem i poprosiła o możliwość zamieszkania ze mną i Hailey. O, zobacz, kogo to widzą moje oczy. – Jimmie udał się w stronę tarasu. – Witaj skarbie. – odebrał Marissie walizkę. Ona, widząc matkę, zakłopotała się.
Skoro tak wybrałaś… - Julie zbliżyła się do niej. – Ale, na Boga, przyrzekam ci, że gdy przyjdziesz pod mój dom i będziesz chciała wrócić, nie pozwolę na to.
Bez obaw. Nigdy nie spotka cię ta przyjemność, prawda Marissa ? – z sypialni wyszła Hailey i otuliła Marissę swym ramieniem. Wściekła Julie zacisnęła swe krwistoczerwone wargi i wyszła.
Scena 5
Ryan siedział w kuchni i popijał kawę. Myślał. Wciąż miał przed oczami smutną twarz Marissy i nadąsaną buzię Seth’a. Tak bardzo ich kochał i tak bardzo chciałby teraz z nimi być.
Tyan albo Rysa. – rzekła nagle Theresa.
E ? – popatrzył na nią Ryan, który dopiero teraz zdał sobie sprawę, że siedzi ona obok niego.
Jeżeli to będzie chłopiec, nazwiemy go Tyan, a jeśli dziewczynka, Rysa. To z pierwszych i ostatnich liter naszych imion. – uśmiechnęła się Theresa.
Tak…
Podobają ci się ?
Oczywiście. – rzucił niedbale Ryan. Daleki był teraz od zastanawiania się nad imieniem dla dziecka.
Ach, jestem taka szczęśliwa. – Theresa objęła go wpół. On nie odpowiedział. Przewijało mu się teraz przed oczami pierwsze spotkanie z Marissą. Była taka piękna. Smukła i nieskazitelnie idealna sylwetka, zamknięte oczy, długie ciemne włosy unoszone przez chłodny i przyjemny wiatr. Czekała na Luke’a, nagle poprosiła o papierosa. Ich spojrzenia się spotkały, serca mocniej zabiły. I nagle nadjechała limuzyna. Marissa pożegnała go krótkim „CYA”, wsiadła do samochodu i ucałowała Luke’a, a następnie odjechali z piskiem opon. A on został sam i długo jeszcze miał przed oczami jej słodką twarz.
Ryan. – dał się nagle słyszeć głos Theresy. Ten głos przerwał trwający w nim amok.
Tak ?
Do ciebie. – podała mu słuchawkę telefonu. – Sandy.
Halo ? – Ryan udał się z słuchawką do sypialni.
Hej, Ryan, co u ciebie ? – zapytał Sandy.
W porządku. A u ciebie ?
Również.
Ale chyba nie dzwonisz po to, aby zapytać, co u mnie, prawda ?
Owszem. Chodzi o Seth’a.
Seth ? Co z nim ? – przestraszył się Ryan.
Tuż po twoim wyjeździe, znaleźliśmy w jego pokoju list, w którym napisał, że wypływa w samotny rejs, by wszystko przemyśleć. Do tej pory nie dał znaku życia.
Rozumiem.
Ryan, martwimy się. On nigdy nie wypływał w samotne rejsy. Nie wiesz, gdzie może być ? – głos Sandy’ego zabrzmiał naprawdę poważnie.
Nie mam pojęcia. Ale obiecuję, że gdy tylko się odezwie, natychmiast dam znać. Ciebie proszę o to samo.
Naturalnie. W takim razie, do usłyszenia, trzymaj się.
Dzięki, wzajemnie. – odparł Ryan i odłożył słuchawkę. Bezwładnie opadł na sofę, a po chwili wybiegł i bez słowa wyjaśnienia wsiadł w samochód. Z piskiem opon ruszył w stronę Vancouver.
Scena 6
Marissa i Summer siedziały na parkowej ławce.
Hej, Coop, nie smuć się! – Summer trąciła zamyśloną Marissę. – Nie tylko ciebie zostawił facet.
Wiem, ale ja naprawdę nie mogę przestać o nim myśleć. Nawet bym nie pomyślała, że będę to tak bardzo przeżywać. – opuściła głowę.
Faceci to dupki! – nadąsała się Summer. – Ja zrobię wszystko, aby wyleczyć się z Cohen’a!
Nadal nie dał znaku życia ? – spojrzała na nią Marissa.
Nie… w liście wyraźnie napisał, że prawdopodobnie już się nigdy nie spotkamy i że tak naprawdę nasze uczucie nie było miłością, skoro tak łatwo było mu mnie zostawić. Coop, ja naprawdę się o niego martwię… - wtuliła się w ramiona Marissy.
Kochasz go…
W cholerę z nim!
Co zamierzasz ?
Na szczęście świat nie składa się z samych Cohen’ów, więc prędzej czy później zapomnę. I powiem ci, że nie mam zamiaru się hamować! – wstała zaciskając usta.
E ? – Marissa wydała z siebie nieartykułowany dźwięk.
Widzisz tamtego faceta ? Tego blondyna ? Będzie doskonałym antybiotykiem na Cohen’a! A ten z drugiej strony najlepszym syropem! Trzymaj za mnie kciuki. – odparła i ruszyła w stronę blondyna. Marissa przyglądała jej się z zaciekawieniem. Summer wróciła jednak po trzech minutach.
I co ? – zapytała Marissa.
Chcę się zapaść pod ziemię! – Summer skryła twarz w kolanach.
Co się stało ?
To gej! – zrobiła minę pokutnicy.
Ou… - Marissa się skrzywiła. – A co z syropkiem ? – popatrzyła na Summer, a tamta stęknęła. Po chwili obydwie się roześmiały.
Scena 7
A co u Kapitana Owsianki ? – zapytała Anna popijając zimną colę.
Zakończył swój nędzny żywot. Pokój jego duszy. – Seth złożył ręce na Amen.
Ou ?
Zachciało się staruszkowi podróży i skończył w ogrodzie. – odparł, a widząc zaciekawioną twarz Anny dodał. – Wypadł przez okno.
Hm, moje kondolencje. – odrzekła Anna z poważną miną. – I co teraz?
Naspładzał tuzin dzieci, więc…
Nie pytam o niego, tylko o ciebie, Cohen.
Jakoś sobie poradzę, przyzwyczaję się do jego dzieci.
Seth, pytam, co zamierzasz.
Ou. – złączył usta w zamyśleniu. – Będę oryginalny: nie wiem.
Twój bunt nie może trwać wiecznie. Musisz pogodzić się z wyjazdem Ryan’a i jego nowym życiem.
Nie mogę uwierzyć w to, że on jej tak po prostu uwierzył i wyjechał. – Seth wreszcie zdobył się na poważne stwierdzenie.
Aluzja ?
Przecież to wcale nie musi być jego dziecko!
Cohen, zrozum. Musisz zaakceptować warunki, jakie postawił ci los. A Ryan musi ponieść konsekwencje swego czynu. Zachował się bardzo dojrzale.
Ale…
Masz. – podała mu swą komórkę. – Zadzwoń do rodziców i powiedz im, że zostaniesz tu do końca dnia z powodu nieoczekiwanego spotkania ze mną. No, dalej.
Seth popatrzył na nią, po czym chwycił komórkę i wystukawszy numer telefonu matki, stoczył najtrudniejszą rozmowę w swoim dotychczasowym życiu. Nagle poczuł na swym ramieniu czyjąś dłoń. To był Ryan.
Scena 8
Summer leżała na swym łóżku i bezczynnie wpatrywała się w sufit od piętnastu minut. Nagle wstała i zacisnęła pięści. Rzuciła się w stronę biurka i wyciągnęła z ramki zdjęcie, które przedstawiało ją i Seth’a. Popatrzyła na nie, a następnie szybko je podarła. Z jej oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy. „Opanuj się” – szeptała sama do siebie. Ciało odmawiało jej jednak posłuszeństwa. Czoło pokryło się potem, a policzki poczerwieniały. Wysunęła szufladę i wyciągnęła kolejne zdjęcia z Seth’em. Podarła je z jeszcze większą siłą. To dawało jej energię, pomagało jej. Mogła się wreszcie wyładować. Wysunęła szufladę do końca w poszukiwaniu kolejnych zdjęć i nagle się uspokoiła.
Chwilę później stała przy oknie wycierając łzy i tuląc do serca plastikową nogę Kapitana Owsianki…
Scena 9
Jak mnie znalazłeś ? – pytał Seth.
Podczas rozpakowywania swoich rzeczy natknąłem się na twoją płytę. Musiałem spakować ją przez przypadek. – odparł Ryan.
To była płyta Vancouver, prawda ? – wtrąciła się Anna.
Tak. A ponieważ wiedziałem, że to twój ulubiony zespół, od razu domyśliłem się, gdzie wiatr doprowadził twój jacht. Tym bardziej, że podczas naszego ostatniego spotkania, słyszałem w walkmanie, którego słuchałeś ich kawałek.
Jakie to wzruszające. – odrzekł Seth. – Historia niczym z gejowskiej telenoweli.
Cohen, Cohen. – Anna pokręciła głową. – Zostawię was samych.
Stary, nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się, że cię widzę. – rzekł nagle Ryan.
A nie mówiłem, że to gejowska telenowela! – zagrzmiał Seth.
Jak mogłeś w buncie spowodowanym moją osobą zostawić rodzinę i Summer ? – Ryan popatrzył mu prosto w oczy.
Solidarność jajników ?
Ryan wykrzywił usta.
Zrozum, nie mogłem postąpić inaczej…
A jeśli to dziecko nie jest twoje ?
Seth.
Ok., już nic nie mówię.
Nie możesz stawiać całego świata do góry nogami z powodu moich błędów! Oni cię kochają! Sandy, Kirsten, Summer…
A ciebie kocha Marissa.
To zupełnie inna sprawa…
I ty też ją kochasz. Że też to życie jest tak cholernie zakręcone…
Jak fala… raz się wznosi pełna siły, a raz bezwładnie opada i rozpryskuje na kamieniach.
Życie na fali…
Musisz wrócić. Oni cię potrzebują.
Wiem. Ale my wszyscy potrzebujemy też ciebie… - Seth popatrzył mu głęboko w oczy.
Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym wrócić. Ciągle o tym myślę.
Więc…
Nie. Muszę zaopiekować się Theresą i dzieckiem.
Seth opuścił głowę.
Na mnie czas. – Ryan wstał.
Cóż… - Seth również wstał.
Popatrzyli na siebie, po czym rzucili się sobie w ramiona.
Odwiedzaj nas i nie zapominaj, że twój prawdziwy dom jest w Portland, u nas…
Nigdy nie zapomnę.
Masz… - Seth wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i podał je Ryan’owi.
Co to ? – zapytał Ryan.
Miałem dać ją Annie, ale myślę, że ty będziesz lepszym właściecielem. Druga noga Kapitana Owsianki. Pierwszą zostawiłem Summer w liście.
Dzięki, stary. – Ryan poklepał go po plecach.
Nie zgub jej!
Obiecuję. Żegnaj, stary druhu! – odparł Ryan i lekko zgarbiony udał się w stronę samochodu. A Seth dyskretnie otarł łzę i godzinę później sunął jachtem w stronę Portland.
Scena 10
Właśnie odkręcała korek w kolejnej butelce whisky. Wiedziała, że jej pomoże. Wiedziała, że napełni jej ciało ogromną energią. Wiedziała, że przestanie cierpieć…
I wtedy zobaczyła ten obraz z przeszłości. Dokładnie widziała smutek na twarzy Ryan’a, gdy jego matka zniszczyła jedno z przyjęć upijając się. Potem przypomniała sobie samą siebie. Jechali samochodem, ona piła. A za nimi policja. Dzięki przypadkowi udało im się wyjść cało, policjant dostał jakieś pilne wezwanie i ich nie zatrzymywał. Wtedy Ryan chwycił jej butelkę, wybiegł z samochodu i z przeraźliwym okrzykiem wyrzucił ją gdzieś w dal.
Marissa nigdy nie zapomniała tych scen. Nie mogłaby zapomnieć ani jednej chwili związanej z nim, ukochanym Ryan’em. Zawsze ją akceptował i wspierął, to ona zawsze nawalała. Gdyby nie wtedy z Oliver’em, on nie spotkałby się z Theresą i – do cholery – nie oczekiwałby teraz na dziecko!
„Nie mogę tego zrobić…” – z powrotem zakręciła butelkę i wyrzuciła ją do kosza.
I nagle coś w niej zaświtało. A może on tam nie jest szczęśliwy, może chce wrócić! Mała iskierka nadziei zatliła się w jej sercu.
Biegiem rzuciła się w stronę telefonu i wystukała na nim numer jego komórki.
Halo ? – dał się słyszeć kobiecy głos.
Marissa milczała.
Halo ? Ryan ? – powtórzyła Theresa, po czym nie dostając odpowiedzi odłożyła słuchawkę.
Marissa poczuła, jak jej serca pęka na małe kawałeczki. W oczach pojawiły się łzy, a na całej twarzy wypieki. Wykrzyknęła jakiś przeraźliwy i nieartykułowany dźwięk, aż cały dom się zatrząsł. Chwilę później tkwiła w barczystych ramionach ojca.
Scena 11
Summer była nie tyle wrażliwa, co zdesperowana. Właśnie pisała po raz sto-trzeci w swym zeszycie nietypowy zwrot („Wyleczę się z Cohen’a!”), gdy ktoś zapukał do jej drzwi.
Jestem zajęta! – zawrzeszczała w stronę drzwi.
Pukanie stało się coraz donośniejsze.
Ach! – przygryzła wargi. – Jestem naga!
I wtedy drzwi się otworzyły, a ona aż podskoczyła.
Cohen.
Summer.
O mój Boże!
Na ten ostatni zwrot on przycisnął ją do siebie i mocno pocałował. Nie mogli się od siebie oderwać, jednak gdy w końcu im się to udało, Summer zmarszczyła brwi i zamknęła drzwi.
Co ty sobie w ogóle wyobrażasz ?! – zagrzmiała. – Kim niby jesteś, żeby zjawiać się niespodziewanie w moim domu, wchodzić bez pukania do mojego pokoju i całować mnie w progu ?!
Gdy usłyszałem, że jesteś naga, nie mogłem się opanować. – zrobił tą swoją minę, a ona odwróciła się, by nie zobaczył jej rumieńców.
Co ty tu robisz ? – zapytała poważnie. – Nagle sobie o mnie przypomniałeś ?! Wracaj na swój jacht!
Tylko z tobą. – objął ją wpół, jednak wyrwała mu się.
Oh, Cohen! Niespodziewanie wyjeżdżasz, zostawiasz mi tylko na pożegnanie jakiś głupi list, w którym piszesz, że nasze uczucie nigdy nie było miłością i co
? I teraz, kiedy już ci się znudziło dryfowanie na swoim jachcie, wracasz do mnie i myślisz, że ja cię przyjmę ?!
Tak właśnie myślę.
Więc źle myślisz! – znów się odwróciła, by nie patrzyć w jego oczy. Były takie piękne…
Jesteś tego pewna ? – zbliżył się do biurka i wziął do ręki nogę Kapitana Owsianki.
Tym razem odwróciła się w jego stronę. Popatrzyła na niego, po czym rzuciła mu się w ramiona.
Obiecaj mi, że już nigdy tego nie zrobisz, rozumiesz ?!
Ejjjj, udusisz mnie…
Tak bardzo się martwiłam…
Scena 12
Ponowny widok obecnego miejsca zamieszkania nie wprawił Ryan’a w euforię. Szedł w stronę swego domu zbity jak pies. Gdy wszedł do środka, usłyszał jakąś rozmowę. To Theresa rozmawiała z kimś przez telefon. Rozmowa ta wydała się jednak Ryan’owi bardzo dziwna…
Wujku, naprawdę bardzo ci dziękuję. – mówiła Theresa. – Tak! Dzięki tym twoim badaniom, Ryan uwierzył, że jestem w ciąży.
Ryan poczuł, jak zasycha mu w gardle.
Oczywiście, nikomu o tym nie mówiłam. Wiem, że jesteś lekarzem i mogłabym narazić cię na jakieś nieprzyjemności. Co zamierzam ? Zamierzam zajść w ciążę dzisiaj w nocy. – zaśmiała się. Odwróciła się i na widok Ryan’a, słuchawka wypadła jej z dłoni.
Ryan! – zagrzmiała, gdy ten z wściekłą miną rzucił się w stronę sypialni. Natychmiast wyciągnął z szafy wszystkie swe ubrania i zaczął nimi ciskać w walizkę.
Kochanie, wszystko ci wytłumaczę… - mówiła przez histeryczne łzy, a on milczał. – Nie możesz mnie tak zostawić, rozumiesz ?! Kocham cię… - wyszeptała i bezwładnie osunęła się na podłogę. Odpowiedział jej jedynie trzask zamykanych drzwi.
Scena 13
Marissa siedziała w najgorszej spelunie w całym Portland i wolno sączyła drinka. Przyszła tu w wiadomym celu. Czuła, że tylko to pomoże jej zapomnieć o Ryan’ie. Musiała zrobić coś wbrew sobie i wbrew jemu. Musiała zapomnieć!
Drink skończył się szybciej, niż myślała. Nie zamówiła jednak następnego, tylko rozejrzała się. W rogu siedział ciemny blondyn około trzydziestu lat. Popatrzyła mu głęboko w oczy próbując go do siebie przywołać. Czuła drżenie swego ciała i krople potu powoli je pokrywające. Serce biło jej jak szalone.
Nie chciała tego robić, ale czuła, że musi. Tylko w ten sposób się od niego uwolni i o nim zapomni!
Mężczyzna wstał i ruszył w jej stronę. Tymczasem jej zdenerwowanie powoli sięgało zenitu.
Hej mała, chcesz się zabawić ? – zapytał ochrypłym głosem.
Odpowiedziała mu skinieniem głowy i ruszyli w stronę hotelu.
Scena 14
Nie myślałam, że będę jeszcze kiedykolwiek taka szczęśliwa. – Kirsten ocierała łzy i tuliła swych chłopców.
Dzisiaj wszyscy mnie przytulają. – odparł spokojnie Seth, a Ryan tylko się uśmiechnął.
Nie pomyślałbym, że Theresa może posunąć się do takiego czegoś. – wtrącił się Sandy.
Nie warto rozpamiętywać złych chwil. – Kirsten rzuciła mu gniewne spojrzenie. – Od dzisiaj rozpoczynamy nowe okres swojego życia.
Mówisz jak Julie Cooper. – zauważył Sandy, a ona zlekceważyła to stwierdzenie.
Play-station czy jakiś genialny film o wielkiej przyjaźni dwóch mężczyzn: jednego kruczo-czarnego przystojniaka i drugiego lekko podstarzałego z racji wydarzeń ostatnich dni ciemnego blondyna ? – zapytał Seth.
Muszę zobaczyć się z Marissą. – odparł Ryan.
Ach, tak. – Seth złapał się z głowę. – Zapomniałem o trzeciej głównej bohaterce tego jakże przepięknego filmu.
Jaki tytuł ? – wtrącił się Sandy.
Życie na fali. – wydął zabawnie usta Seth.
Tego nie można przegapić! – zawołała Kirsten i obejmując wszystkich trzech mężczyzn podążyła z nimi do salonu.
Scena 15
Summer wróciła do domu szczęśliwsza niż zwykle. On wrócił! Co oczywiście nie znaczy, że będę zachowywała się jak idiotka z tego powodu. – mówiła sama do siebie. Zbliżyła się do telefonu i nacisnęła guzik by odsłuchać poczty głosowej.
Hej Summer. – dał się słyszeć głos Marissy. – Chyba znam sposób na zapomnienie o naszych facetach. Kilka drinków a potem jedna noc z przypadkowym mężczyzną… pomyślisz pewnie, że jestem idiotką. Ale ja czuję, że muszę zrobić coś wbrew sobie i wbrew niemu, bo inaczej zwariuję! Kocham go, rozumiesz ? Kocham go jak ostatnia idiotka i wciąż mam jego twarz przed oczami… dlatego muszę to zrobić. Gdybyś i ty się zdecydowała, będę czekała pod Bait Shop o osiemnastej. Cya. – Summer nie słuchała dłużej. Biegła jak szalona w stronę domu Cohen’ów…
Scena 16
Summer, Ryan i Seth biegali po całym Portland w poszukiwaniu Marissy. Dochodziła ósma wieczorem, powoli się ściemniało. Ryan słyszał ciągłe bicie swego serca. Jego ukochana Marissa, jego słońce, najdroższy skarb. Nie może się oddać przypadkowemu mężczyźnie z jego powodu! Nie teraz, kiedy wrócił!
I nagle ją zobaczył. Siedziała na schodkach i kryła twarz w dłoniach. Płakała. Poczuł skurcze w żołądku i powoli ruszył w jej stronę. Gdy podniosła głowę i go ujrzała, omal nie zemdlała.
O mój Boże… - zawołała przez łzy i rzuciła się w jego stronę.
Już dobrze… - tulił ją do siebie i przytulał.
Ja… ja chciałam… - dławiła się swymi łzami.
Cichutko… - gładził jej włosy.
Nie zrobiłam tego. – spojrzała mu prosto w oczy. – Nie mogłam.
A on zbliżył swe usta do jej ust i wyszeptał krótkie „kocham cię”. Odpowiedziała mu tym samym. Na horyzoncie pojawił się księżyc, a dwójka zakochanych nadal stała na środku ulicy złączona w miłosnym uścisku i pogrążona w miłosnym uniesieniu…
A oto moja praca, ktora zajęła 3 miejsce. Jest ona wymyślonym przeze mnie zakończeniem 1 sezonu. Pamiętajmy, że w ostatnim odcinku Seth odpłynął, Ryan wyjechał do Theresy, Marissa sięga po alkohol, Summer zostaje sama, Caleb i Julie biorą ślub. Nie jest jakiś zaskakujący, nie ma szalonych zwrotów akcji. Ale myślę, że dzięki temu jest naturalny i bardzo prawdopodobny. Ja właśnie tak widziałem zakończenie 1 sezonu. Wierzę, że się spodoba
Scena 1
W Orange County właśnie wstawało słońce, na ulicach pojawiali się pierwsi ludzie, dzień budził się do życia. Kirsten patrzyła na tych ludzi jako ktoś zupełnie inny niż oni. Tak, była pewna, że nikt z tych ludzi nie przeżywał teraz właśnie tego, co ona.
Żaden z nich nie stracił w ciągu dnia dwójki swych ukochanych dzieci. Żaden z nich nie cierpiał teraz tak, jak ona i wreszcie żaden z nich, do cholery, nie zastanawiał się, co dzieje się teraz z jej pociechami. „Nie zasłużyłam na to…” – wyszeptała sama do siebie i otarła pojedynczą łzę. Jak na zawołanie, w kuchni pojawił się Sandy.
Hej, już nie śpisz ? – zbliżył się do żony i ucałował ją w czoło.
Nie zmrużyłam oka przez całą noc… – odparła popijając poranną kawę.
To już wiem, czemu w nocy było mi tak zimno. – uśmiechnął się z przekorą. – Całą noc spędziłaś opierając się o kuchenny parapet pełen tych wszystkich okruchów ?
Sandy, czy ty naprawdę nie odczuwasz grozy ostatnich wydarzeń ? – zapytała z wyrzutem.
Seth wróci, jestem tego pewien. – odrzekł patrząc jej prosto w oczy.
A jeśli …
Seth wróci. – powtórzył Sandy podkreślając siłę i moc swych wcześniejszych słów.
Co zrobiliśmy nie tak ? – opuściła głowę.
Sandy odstawił butelkę mleka do lodówki i zbliżył się do żony.
Kochanie, przecież doskonale wiesz, że Seth odszedł z powodu wyjazdu Ryan’a. – przytulił ją.
On nigdy nie wypływał sam w rejsy…
Mamy dorosłego i bardzo dzielnego syna. Na pewno da sobie radę. I jestem pewien, że wkrótce zadzwoni. – ucałował jej policzki. – Hmm… pierwszy raz widzę cię bez makijażu. – odparł, a ona nie mogła powstrzymać uśmiechu.
W życiu każdej kobiety przychodzi taki okres, kiedy nawet genialnie zrobiony makijaż nie ukryje jej zmarszczek. – odrzekła wciąż się uśmiechając.
Ale ty nie jesteś każdą kobietą, tylko moją kobietą. – skończył ściskać jej lodowate dłonie. – Idę się ubrać. – udał się w stronę sypialni.
Sandy. – zatrzymała go, gdy już przechodził przez próg. – Dziękuję. – uśmiechnęła się, a on odpowiedział jej tym samym.
Scena 2
Julie po cichu zapukała do pokoju Marissy, jednak nie odpowiedział jej żaden głos. Zapukała dobitniej, jednak i tym razem odpowiedziała jej cisza. Weszła więc do pokoju i widząc Marissę śpiącą w najlepsze, uśmiechnęła się.
„Teraz będzie już dobrze. – pomyślała. – Wreszcie będziemy szczęśliwe. Dzięki Caleb’owi. Będziemy mogły mieć, co tylko zechcemy” – zbliżyła się do łóżka Marissy i mocniej przykryła ją kocem. Tym jednym ruchem ją obudziła.
Co ty tu robisz ? – Marissa omal nie podskoczyła.
Chciałam zapytać, jak spało ci się w nowym domu. – odparła Julie uśmiechając się od ucha do ucha.
Przecież widziałaś, że śpię. – odparła arogancko Marissa i mocniej otuliła się kocem.
Kochanie. – Julie złapała swą córkę za rękę i popatrzyła jej prosto w oczy. – Chcę rozpocząć wszystko od nowa. Wyszłam za mąż, zamieszkałam w tym pięknym domu z największym bogaczem w Orange County, zapomniałam o przeszłości. Chcę również, aby i nasze stosunki się zmieniły.
Miłość jest różna od pieniędzy. – Marissa wyrwała swą rękę z uścisku matki i odwróciła twarz. – Wczoraj wieczorem postanowiłam, że zamieszkam z ojcem i Hailey.
Na twarzy Julie odmalowały się krwiste rumieńce.
Skarbie, wiem, że ostatnio nie było między nami dobrze, ale obiecuję ci, że teraz wszystko się zmieni. Ze swojej strony zrobię wszystko, aby właśnie tak było. Chcę, abyśmy zostały przyjaciółkami, takimi prawdziwymi przyjaciółkami. – Julie nie zdradzała w swych słowach ani krzty zdenerwowania.
To niemożliwe. – Marissa rzuciła jej gniewne spojrzenie. – Nigdy nie zostaniemy przyjaciółkami.
Zaufaj mi… - odparła Julie i ponownie chwyciła Marissę za rękę, jednak ona ponownie się wyrwała i wstała z łóżka. W tym momencie wyturlała się z niego pusta butelka whisky, którą Marissa do tej pory tak dyskretnie chowała. Julie poczuła, że drżą jej ręce, a Marissa nie mogła opanować łez.
Proszę cię… – Julie podniosła pustą butelkę. – Powiedz mi, że ta butelka znalazła się tu przypadkiem…
Marissa opuściła głowę.
Kochanie…
Ty nic nie rozumiesz! – wrzasnęła Marissa.
Potrzebujesz pomocy.
Zostaw mnie w spokoju! Zajmij się swym nowym bogatym mężem i swym nowym pięknym domem!
Boże, jak ja mogłam tego nie zauważyć… jak mogłam nie zauważyć, że moja własna córka staje się alkoholiczką…
Nie chcę cię słuchać! Wynoś się stąd! – krzyczała przez łzy Marissa.
Jeszcze nic nie jest stracone… - Julie zbliżyła się do córki.
Wynoś się stąd! – Marissa odepchnęła matkę i sama wybiegła ze swego pokoju. A Julie poczuła dziwne skurcze w żołądku i usłyszała bicie swego serca. Straciła córkę…
Scena 3
Seth właśnie cumował swój jacht w przystani w Vancouver, kilkadziesiąt kilometrów od Portland. Gorąco promienie słoneczne mocno oświetlały jego spocone skronie. W tym momencie marzył jedynie o lodowatej puszce coli. Odwrócił się i niechcący zderzył się z krótkowłosą blondynką. Omal nie omdlał zobaczywszy jej twarz.
Cohen.
Anna.
Boże. – na twarzy Anny Stern pojawił się szeroki uśmiech.
Naprawdę zostałem Bogiem ? – Seth zaczął macać swój sweterek.
Ach! – Anna rzuciła się w jego ramiona i mocno wtuliła się w jego dość mizerny tors.
A może ja rzeczywiście trafiłem do nieba ? – Seth złapał się za głowę. – Hmm, tego nie było w planie. Wiem! Jesteś medium!
Ty i te twoje teksty. – Anna po raz kolejny szeroko się uśmiechnęła.
Specjalnie przyjąłeś głos Anny i założyłeś tą jej myckę.
Och, przestań już! – uderzyła go w głowę.
To ty naprawdę jesteś Anną ? – popatrzył na nią z ironią. – Heeej. – teraz to on mocno ją przytulił.
Co ty tutaj robisz ? Jeszcze w Vancouver cię nie widzieli! – trąciła go w ramię.
Leczę smutki, znaczy topię smutki, znaczy nie, przecież nie chcę się utopić. Odpoczywam. – pokiwał głową. – Tak, to będzie najlepsze określenie.
Cohen.
Tak mam na imię ?
Chodź. – chwyciła go za rękę. – Tam za rogiem jest fajna kawiarenka. Napijemy się coli i spokojnie porozmawiamy.
Scena 4
Nie histeryzuj. – odparł Jimmie niezbyt przekonany wyznaniem Julie.
Nasza córka pogrążyła się w nałogu, a ty jesteś mi tylko w stanie wykrzesać to banalne zdanie ?! – oburzyła się Julie.
Taka jest młodość. Doskonale pamiętam, jak i my czasem upijaliśmy się dyskretnie podczas rodzinnych imprez i nikt nie robił z tego powodu afery. – uśmiechnął się Jimmie.
Ale to nie były…
To były, Julie. – przerwał jej. – To były dziesiątki puszek, a nie jedna pusta butelka po tanim whisky.
Och! – machnęła rękami. – Ona chce z tobą zamieszkać.
A więc tu cię boli… czemu od razu nie zaczęłaś rozmowy od tego ?
Nie pozwolę, aby moja córka mieszkała w jednym domu z największą skandalistką Orange County!
Nie zapominaj, że Hailey jest córką Caleb’a. – Jimmie zrobił ironiczną minę.
Wyczuwam sarkazm. – Julie obrzuciła go wściekłym spojrzeniem.
Masz niezły węch.
Przyznaj się, to ty namówiłeś Marissę, aby zostawiła mnie samą i z tobą zamieszkała, prawda ?!
Marissa zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem i poprosiła o możliwość zamieszkania ze mną i Hailey. O, zobacz, kogo to widzą moje oczy. – Jimmie udał się w stronę tarasu. – Witaj skarbie. – odebrał Marissie walizkę. Ona, widząc matkę, zakłopotała się.
Skoro tak wybrałaś… - Julie zbliżyła się do niej. – Ale, na Boga, przyrzekam ci, że gdy przyjdziesz pod mój dom i będziesz chciała wrócić, nie pozwolę na to.
Bez obaw. Nigdy nie spotka cię ta przyjemność, prawda Marissa ? – z sypialni wyszła Hailey i otuliła Marissę swym ramieniem. Wściekła Julie zacisnęła swe krwistoczerwone wargi i wyszła.
Scena 5
Ryan siedział w kuchni i popijał kawę. Myślał. Wciąż miał przed oczami smutną twarz Marissy i nadąsaną buzię Seth’a. Tak bardzo ich kochał i tak bardzo chciałby teraz z nimi być.
Tyan albo Rysa. – rzekła nagle Theresa.
E ? – popatrzył na nią Ryan, który dopiero teraz zdał sobie sprawę, że siedzi ona obok niego.
Jeżeli to będzie chłopiec, nazwiemy go Tyan, a jeśli dziewczynka, Rysa. To z pierwszych i ostatnich liter naszych imion. – uśmiechnęła się Theresa.
Tak…
Podobają ci się ?
Oczywiście. – rzucił niedbale Ryan. Daleki był teraz od zastanawiania się nad imieniem dla dziecka.
Ach, jestem taka szczęśliwa. – Theresa objęła go wpół. On nie odpowiedział. Przewijało mu się teraz przed oczami pierwsze spotkanie z Marissą. Była taka piękna. Smukła i nieskazitelnie idealna sylwetka, zamknięte oczy, długie ciemne włosy unoszone przez chłodny i przyjemny wiatr. Czekała na Luke’a, nagle poprosiła o papierosa. Ich spojrzenia się spotkały, serca mocniej zabiły. I nagle nadjechała limuzyna. Marissa pożegnała go krótkim „CYA”, wsiadła do samochodu i ucałowała Luke’a, a następnie odjechali z piskiem opon. A on został sam i długo jeszcze miał przed oczami jej słodką twarz.
Ryan. – dał się nagle słyszeć głos Theresy. Ten głos przerwał trwający w nim amok.
Tak ?
Do ciebie. – podała mu słuchawkę telefonu. – Sandy.
Halo ? – Ryan udał się z słuchawką do sypialni.
Hej, Ryan, co u ciebie ? – zapytał Sandy.
W porządku. A u ciebie ?
Również.
Ale chyba nie dzwonisz po to, aby zapytać, co u mnie, prawda ?
Owszem. Chodzi o Seth’a.
Seth ? Co z nim ? – przestraszył się Ryan.
Tuż po twoim wyjeździe, znaleźliśmy w jego pokoju list, w którym napisał, że wypływa w samotny rejs, by wszystko przemyśleć. Do tej pory nie dał znaku życia.
Rozumiem.
Ryan, martwimy się. On nigdy nie wypływał w samotne rejsy. Nie wiesz, gdzie może być ? – głos Sandy’ego zabrzmiał naprawdę poważnie.
Nie mam pojęcia. Ale obiecuję, że gdy tylko się odezwie, natychmiast dam znać. Ciebie proszę o to samo.
Naturalnie. W takim razie, do usłyszenia, trzymaj się.
Dzięki, wzajemnie. – odparł Ryan i odłożył słuchawkę. Bezwładnie opadł na sofę, a po chwili wybiegł i bez słowa wyjaśnienia wsiadł w samochód. Z piskiem opon ruszył w stronę Vancouver.
Scena 6
Marissa i Summer siedziały na parkowej ławce.
Hej, Coop, nie smuć się! – Summer trąciła zamyśloną Marissę. – Nie tylko ciebie zostawił facet.
Wiem, ale ja naprawdę nie mogę przestać o nim myśleć. Nawet bym nie pomyślała, że będę to tak bardzo przeżywać. – opuściła głowę.
Faceci to dupki! – nadąsała się Summer. – Ja zrobię wszystko, aby wyleczyć się z Cohen’a!
Nadal nie dał znaku życia ? – spojrzała na nią Marissa.
Nie… w liście wyraźnie napisał, że prawdopodobnie już się nigdy nie spotkamy i że tak naprawdę nasze uczucie nie było miłością, skoro tak łatwo było mu mnie zostawić. Coop, ja naprawdę się o niego martwię… - wtuliła się w ramiona Marissy.
Kochasz go…
W cholerę z nim!
Co zamierzasz ?
Na szczęście świat nie składa się z samych Cohen’ów, więc prędzej czy później zapomnę. I powiem ci, że nie mam zamiaru się hamować! – wstała zaciskając usta.
E ? – Marissa wydała z siebie nieartykułowany dźwięk.
Widzisz tamtego faceta ? Tego blondyna ? Będzie doskonałym antybiotykiem na Cohen’a! A ten z drugiej strony najlepszym syropem! Trzymaj za mnie kciuki. – odparła i ruszyła w stronę blondyna. Marissa przyglądała jej się z zaciekawieniem. Summer wróciła jednak po trzech minutach.
I co ? – zapytała Marissa.
Chcę się zapaść pod ziemię! – Summer skryła twarz w kolanach.
Co się stało ?
To gej! – zrobiła minę pokutnicy.
Ou… - Marissa się skrzywiła. – A co z syropkiem ? – popatrzyła na Summer, a tamta stęknęła. Po chwili obydwie się roześmiały.
Scena 7
A co u Kapitana Owsianki ? – zapytała Anna popijając zimną colę.
Zakończył swój nędzny żywot. Pokój jego duszy. – Seth złożył ręce na Amen.
Ou ?
Zachciało się staruszkowi podróży i skończył w ogrodzie. – odparł, a widząc zaciekawioną twarz Anny dodał. – Wypadł przez okno.
Hm, moje kondolencje. – odrzekła Anna z poważną miną. – I co teraz?
Naspładzał tuzin dzieci, więc…
Nie pytam o niego, tylko o ciebie, Cohen.
Jakoś sobie poradzę, przyzwyczaję się do jego dzieci.
Seth, pytam, co zamierzasz.
Ou. – złączył usta w zamyśleniu. – Będę oryginalny: nie wiem.
Twój bunt nie może trwać wiecznie. Musisz pogodzić się z wyjazdem Ryan’a i jego nowym życiem.
Nie mogę uwierzyć w to, że on jej tak po prostu uwierzył i wyjechał. – Seth wreszcie zdobył się na poważne stwierdzenie.
Aluzja ?
Przecież to wcale nie musi być jego dziecko!
Cohen, zrozum. Musisz zaakceptować warunki, jakie postawił ci los. A Ryan musi ponieść konsekwencje swego czynu. Zachował się bardzo dojrzale.
Ale…
Masz. – podała mu swą komórkę. – Zadzwoń do rodziców i powiedz im, że zostaniesz tu do końca dnia z powodu nieoczekiwanego spotkania ze mną. No, dalej.
Seth popatrzył na nią, po czym chwycił komórkę i wystukawszy numer telefonu matki, stoczył najtrudniejszą rozmowę w swoim dotychczasowym życiu. Nagle poczuł na swym ramieniu czyjąś dłoń. To był Ryan.
Scena 8
Summer leżała na swym łóżku i bezczynnie wpatrywała się w sufit od piętnastu minut. Nagle wstała i zacisnęła pięści. Rzuciła się w stronę biurka i wyciągnęła z ramki zdjęcie, które przedstawiało ją i Seth’a. Popatrzyła na nie, a następnie szybko je podarła. Z jej oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy. „Opanuj się” – szeptała sama do siebie. Ciało odmawiało jej jednak posłuszeństwa. Czoło pokryło się potem, a policzki poczerwieniały. Wysunęła szufladę i wyciągnęła kolejne zdjęcia z Seth’em. Podarła je z jeszcze większą siłą. To dawało jej energię, pomagało jej. Mogła się wreszcie wyładować. Wysunęła szufladę do końca w poszukiwaniu kolejnych zdjęć i nagle się uspokoiła.
Chwilę później stała przy oknie wycierając łzy i tuląc do serca plastikową nogę Kapitana Owsianki…
Scena 9
Jak mnie znalazłeś ? – pytał Seth.
Podczas rozpakowywania swoich rzeczy natknąłem się na twoją płytę. Musiałem spakować ją przez przypadek. – odparł Ryan.
To była płyta Vancouver, prawda ? – wtrąciła się Anna.
Tak. A ponieważ wiedziałem, że to twój ulubiony zespół, od razu domyśliłem się, gdzie wiatr doprowadził twój jacht. Tym bardziej, że podczas naszego ostatniego spotkania, słyszałem w walkmanie, którego słuchałeś ich kawałek.
Jakie to wzruszające. – odrzekł Seth. – Historia niczym z gejowskiej telenoweli.
Cohen, Cohen. – Anna pokręciła głową. – Zostawię was samych.
Stary, nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się, że cię widzę. – rzekł nagle Ryan.
A nie mówiłem, że to gejowska telenowela! – zagrzmiał Seth.
Jak mogłeś w buncie spowodowanym moją osobą zostawić rodzinę i Summer ? – Ryan popatrzył mu prosto w oczy.
Solidarność jajników ?
Ryan wykrzywił usta.
Zrozum, nie mogłem postąpić inaczej…
A jeśli to dziecko nie jest twoje ?
Seth.
Ok., już nic nie mówię.
Nie możesz stawiać całego świata do góry nogami z powodu moich błędów! Oni cię kochają! Sandy, Kirsten, Summer…
A ciebie kocha Marissa.
To zupełnie inna sprawa…
I ty też ją kochasz. Że też to życie jest tak cholernie zakręcone…
Jak fala… raz się wznosi pełna siły, a raz bezwładnie opada i rozpryskuje na kamieniach.
Życie na fali…
Musisz wrócić. Oni cię potrzebują.
Wiem. Ale my wszyscy potrzebujemy też ciebie… - Seth popatrzył mu głęboko w oczy.
Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym wrócić. Ciągle o tym myślę.
Więc…
Nie. Muszę zaopiekować się Theresą i dzieckiem.
Seth opuścił głowę.
Na mnie czas. – Ryan wstał.
Cóż… - Seth również wstał.
Popatrzyli na siebie, po czym rzucili się sobie w ramiona.
Odwiedzaj nas i nie zapominaj, że twój prawdziwy dom jest w Portland, u nas…
Nigdy nie zapomnę.
Masz… - Seth wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i podał je Ryan’owi.
Co to ? – zapytał Ryan.
Miałem dać ją Annie, ale myślę, że ty będziesz lepszym właściecielem. Druga noga Kapitana Owsianki. Pierwszą zostawiłem Summer w liście.
Dzięki, stary. – Ryan poklepał go po plecach.
Nie zgub jej!
Obiecuję. Żegnaj, stary druhu! – odparł Ryan i lekko zgarbiony udał się w stronę samochodu. A Seth dyskretnie otarł łzę i godzinę później sunął jachtem w stronę Portland.
Scena 10
Właśnie odkręcała korek w kolejnej butelce whisky. Wiedziała, że jej pomoże. Wiedziała, że napełni jej ciało ogromną energią. Wiedziała, że przestanie cierpieć…
I wtedy zobaczyła ten obraz z przeszłości. Dokładnie widziała smutek na twarzy Ryan’a, gdy jego matka zniszczyła jedno z przyjęć upijając się. Potem przypomniała sobie samą siebie. Jechali samochodem, ona piła. A za nimi policja. Dzięki przypadkowi udało im się wyjść cało, policjant dostał jakieś pilne wezwanie i ich nie zatrzymywał. Wtedy Ryan chwycił jej butelkę, wybiegł z samochodu i z przeraźliwym okrzykiem wyrzucił ją gdzieś w dal.
Marissa nigdy nie zapomniała tych scen. Nie mogłaby zapomnieć ani jednej chwili związanej z nim, ukochanym Ryan’em. Zawsze ją akceptował i wspierął, to ona zawsze nawalała. Gdyby nie wtedy z Oliver’em, on nie spotkałby się z Theresą i – do cholery – nie oczekiwałby teraz na dziecko!
„Nie mogę tego zrobić…” – z powrotem zakręciła butelkę i wyrzuciła ją do kosza.
I nagle coś w niej zaświtało. A może on tam nie jest szczęśliwy, może chce wrócić! Mała iskierka nadziei zatliła się w jej sercu.
Biegiem rzuciła się w stronę telefonu i wystukała na nim numer jego komórki.
Halo ? – dał się słyszeć kobiecy głos.
Marissa milczała.
Halo ? Ryan ? – powtórzyła Theresa, po czym nie dostając odpowiedzi odłożyła słuchawkę.
Marissa poczuła, jak jej serca pęka na małe kawałeczki. W oczach pojawiły się łzy, a na całej twarzy wypieki. Wykrzyknęła jakiś przeraźliwy i nieartykułowany dźwięk, aż cały dom się zatrząsł. Chwilę później tkwiła w barczystych ramionach ojca.
Scena 11
Summer była nie tyle wrażliwa, co zdesperowana. Właśnie pisała po raz sto-trzeci w swym zeszycie nietypowy zwrot („Wyleczę się z Cohen’a!”), gdy ktoś zapukał do jej drzwi.
Jestem zajęta! – zawrzeszczała w stronę drzwi.
Pukanie stało się coraz donośniejsze.
Ach! – przygryzła wargi. – Jestem naga!
I wtedy drzwi się otworzyły, a ona aż podskoczyła.
Cohen.
Summer.
O mój Boże!
Na ten ostatni zwrot on przycisnął ją do siebie i mocno pocałował. Nie mogli się od siebie oderwać, jednak gdy w końcu im się to udało, Summer zmarszczyła brwi i zamknęła drzwi.
Co ty sobie w ogóle wyobrażasz ?! – zagrzmiała. – Kim niby jesteś, żeby zjawiać się niespodziewanie w moim domu, wchodzić bez pukania do mojego pokoju i całować mnie w progu ?!
Gdy usłyszałem, że jesteś naga, nie mogłem się opanować. – zrobił tą swoją minę, a ona odwróciła się, by nie zobaczył jej rumieńców.
Co ty tu robisz ? – zapytała poważnie. – Nagle sobie o mnie przypomniałeś ?! Wracaj na swój jacht!
Tylko z tobą. – objął ją wpół, jednak wyrwała mu się.
Oh, Cohen! Niespodziewanie wyjeżdżasz, zostawiasz mi tylko na pożegnanie jakiś głupi list, w którym piszesz, że nasze uczucie nigdy nie było miłością i co
? I teraz, kiedy już ci się znudziło dryfowanie na swoim jachcie, wracasz do mnie i myślisz, że ja cię przyjmę ?!
Tak właśnie myślę.
Więc źle myślisz! – znów się odwróciła, by nie patrzyć w jego oczy. Były takie piękne…
Jesteś tego pewna ? – zbliżył się do biurka i wziął do ręki nogę Kapitana Owsianki.
Tym razem odwróciła się w jego stronę. Popatrzyła na niego, po czym rzuciła mu się w ramiona.
Obiecaj mi, że już nigdy tego nie zrobisz, rozumiesz ?!
Ejjjj, udusisz mnie…
Tak bardzo się martwiłam…
Scena 12
Ponowny widok obecnego miejsca zamieszkania nie wprawił Ryan’a w euforię. Szedł w stronę swego domu zbity jak pies. Gdy wszedł do środka, usłyszał jakąś rozmowę. To Theresa rozmawiała z kimś przez telefon. Rozmowa ta wydała się jednak Ryan’owi bardzo dziwna…
Wujku, naprawdę bardzo ci dziękuję. – mówiła Theresa. – Tak! Dzięki tym twoim badaniom, Ryan uwierzył, że jestem w ciąży.
Ryan poczuł, jak zasycha mu w gardle.
Oczywiście, nikomu o tym nie mówiłam. Wiem, że jesteś lekarzem i mogłabym narazić cię na jakieś nieprzyjemności. Co zamierzam ? Zamierzam zajść w ciążę dzisiaj w nocy. – zaśmiała się. Odwróciła się i na widok Ryan’a, słuchawka wypadła jej z dłoni.
Ryan! – zagrzmiała, gdy ten z wściekłą miną rzucił się w stronę sypialni. Natychmiast wyciągnął z szafy wszystkie swe ubrania i zaczął nimi ciskać w walizkę.
Kochanie, wszystko ci wytłumaczę… - mówiła przez histeryczne łzy, a on milczał. – Nie możesz mnie tak zostawić, rozumiesz ?! Kocham cię… - wyszeptała i bezwładnie osunęła się na podłogę. Odpowiedział jej jedynie trzask zamykanych drzwi.
Scena 13
Marissa siedziała w najgorszej spelunie w całym Portland i wolno sączyła drinka. Przyszła tu w wiadomym celu. Czuła, że tylko to pomoże jej zapomnieć o Ryan’ie. Musiała zrobić coś wbrew sobie i wbrew jemu. Musiała zapomnieć!
Drink skończył się szybciej, niż myślała. Nie zamówiła jednak następnego, tylko rozejrzała się. W rogu siedział ciemny blondyn około trzydziestu lat. Popatrzyła mu głęboko w oczy próbując go do siebie przywołać. Czuła drżenie swego ciała i krople potu powoli je pokrywające. Serce biło jej jak szalone.
Nie chciała tego robić, ale czuła, że musi. Tylko w ten sposób się od niego uwolni i o nim zapomni!
Mężczyzna wstał i ruszył w jej stronę. Tymczasem jej zdenerwowanie powoli sięgało zenitu.
Hej mała, chcesz się zabawić ? – zapytał ochrypłym głosem.
Odpowiedziała mu skinieniem głowy i ruszyli w stronę hotelu.
Scena 14
Nie myślałam, że będę jeszcze kiedykolwiek taka szczęśliwa. – Kirsten ocierała łzy i tuliła swych chłopców.
Dzisiaj wszyscy mnie przytulają. – odparł spokojnie Seth, a Ryan tylko się uśmiechnął.
Nie pomyślałbym, że Theresa może posunąć się do takiego czegoś. – wtrącił się Sandy.
Nie warto rozpamiętywać złych chwil. – Kirsten rzuciła mu gniewne spojrzenie. – Od dzisiaj rozpoczynamy nowe okres swojego życia.
Mówisz jak Julie Cooper. – zauważył Sandy, a ona zlekceważyła to stwierdzenie.
Play-station czy jakiś genialny film o wielkiej przyjaźni dwóch mężczyzn: jednego kruczo-czarnego przystojniaka i drugiego lekko podstarzałego z racji wydarzeń ostatnich dni ciemnego blondyna ? – zapytał Seth.
Muszę zobaczyć się z Marissą. – odparł Ryan.
Ach, tak. – Seth złapał się z głowę. – Zapomniałem o trzeciej głównej bohaterce tego jakże przepięknego filmu.
Jaki tytuł ? – wtrącił się Sandy.
Życie na fali. – wydął zabawnie usta Seth.
Tego nie można przegapić! – zawołała Kirsten i obejmując wszystkich trzech mężczyzn podążyła z nimi do salonu.
Scena 15
Summer wróciła do domu szczęśliwsza niż zwykle. On wrócił! Co oczywiście nie znaczy, że będę zachowywała się jak idiotka z tego powodu. – mówiła sama do siebie. Zbliżyła się do telefonu i nacisnęła guzik by odsłuchać poczty głosowej.
Hej Summer. – dał się słyszeć głos Marissy. – Chyba znam sposób na zapomnienie o naszych facetach. Kilka drinków a potem jedna noc z przypadkowym mężczyzną… pomyślisz pewnie, że jestem idiotką. Ale ja czuję, że muszę zrobić coś wbrew sobie i wbrew niemu, bo inaczej zwariuję! Kocham go, rozumiesz ? Kocham go jak ostatnia idiotka i wciąż mam jego twarz przed oczami… dlatego muszę to zrobić. Gdybyś i ty się zdecydowała, będę czekała pod Bait Shop o osiemnastej. Cya. – Summer nie słuchała dłużej. Biegła jak szalona w stronę domu Cohen’ów…
Scena 16
Summer, Ryan i Seth biegali po całym Portland w poszukiwaniu Marissy. Dochodziła ósma wieczorem, powoli się ściemniało. Ryan słyszał ciągłe bicie swego serca. Jego ukochana Marissa, jego słońce, najdroższy skarb. Nie może się oddać przypadkowemu mężczyźnie z jego powodu! Nie teraz, kiedy wrócił!
I nagle ją zobaczył. Siedziała na schodkach i kryła twarz w dłoniach. Płakała. Poczuł skurcze w żołądku i powoli ruszył w jej stronę. Gdy podniosła głowę i go ujrzała, omal nie zemdlała.
O mój Boże… - zawołała przez łzy i rzuciła się w jego stronę.
Już dobrze… - tulił ją do siebie i przytulał.
Ja… ja chciałam… - dławiła się swymi łzami.
Cichutko… - gładził jej włosy.
Nie zrobiłam tego. – spojrzała mu prosto w oczy. – Nie mogłam.
A on zbliżył swe usta do jej ust i wyszeptał krótkie „kocham cię”. Odpowiedziała mu tym samym. Na horyzoncie pojawił się księżyc, a dwójka zakochanych nadal stała na środku ulicy złączona w miłosnym uścisku i pogrążona w miłosnym uniesieniu…
Zapraszam do czytania:
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
- Marek Forrester
- Posty: 5254
- Rejestracja: 2006-02-03, 11:10
- Lokalizacja: Kalisz
-
SallyFan
- Marek Forrester
- Posty: 5254
- Rejestracja: 2006-02-03, 11:10
- Lokalizacja: Kalisz
- Marek Forrester
- Posty: 5254
- Rejestracja: 2006-02-03, 11:10
- Lokalizacja: Kalisz
Producenci mówią:
"This feels like the best time to bring the show to its close," show creator Josh Schwartz said in a statement. "Thanks to the hard work of our cast, crew, and writers, we have enjoyed our best season yet, and what better time to go out than creatively on top. It has been an amazing experience and a great run. For a certain audience, at a certain time, The OC has meant something. For that we are grateful."
"This feels like the best time to bring the show to its close," show creator Josh Schwartz said in a statement. "Thanks to the hard work of our cast, crew, and writers, we have enjoyed our best season yet, and what better time to go out than creatively on top. It has been an amazing experience and a great run. For a certain audience, at a certain time, The OC has meant something. For that we are grateful."
Nobody does it better
No a listonosz dzisiaj wreszcie dostarczył mi nagrodę - cały 3 sezon na płytkach
Prawdopodobnie jutro zacznę oglądać
Czy 4 sezon już się zakończył ? Jeśli tak, to czy wie ktoś, jakie było zakończenie ? Bo nie chce mi się przeglądać tych tysięcy komentarzy na forum The O.C.
Czy 4 sezon już się zakończył ? Jeśli tak, to czy wie ktoś, jakie było zakończenie ? Bo nie chce mi się przeglądać tych tysięcy komentarzy na forum The O.C.
Zapraszam do czytania:
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
-
SallyFan
Nie, oczywiście że jeszcze sie nie zakończył. Sezon ma 16 odcinków, z tego co wiem obecnie wyemitowano 8 i jest przerwa. Jeśli nie to wyemitowano już z 10. Są to ostatnie odcinki O.C. ...mucha331 pisze:No a listonosz dzisiaj wreszcie dostarczył mi nagrodę - cały 3 sezon na płytkachPrawdopodobnie jutro zacznę oglądać
![]()
Czy 4 sezon już się zakończył ? Jeśli tak, to czy wie ktoś, jakie było zakończenie ? Bo nie chce mi się przeglądać tych tysięcy komentarzy na forum The O.C.
Nie wiem(ostatnio nie ściągałem) ale chyba już się skończył...Najbardziej w IV sezonie irytuje mnie Kaitlin...Więc jeśli to koniec serialu nawet się cieszę-że już więcej nie zobaczę tej kretynki...mucha331 pisze: Czy 4 sezon już się zakończył ? Jeśli tak, to czy wie ktoś, jakie było zakończenie ? Bo nie chce mi się przeglądać tych tysięcy komentarzy na forum The O.C.
P.S.Ja cały 3 sezon(i trochę 4.) ściągnąłem z BearShare
-
GL Forever
- Posty: 1815
- Rejestracja: 2007-01-16, 15:27
- Lokalizacja: Polska
Wiem, słyszałem
Lepiej jednak zakończyć serial na znakomitym poziomie, niż na siłe przedłużać akcję... [glow=blue]Nie mogę jednak wybaczyć uśmiercenia Marissy i czuję, że na serio się popłaczę oglądając tą scenę po obejrzeniu całej 3 serii. Już ją widziałem i trudno było mi powstrzymać łzy...[/glow]
The O.C. to najlepszy serial!
[ Dodano: 2007-01-26, 21:58 ]
Wziąłem się wreszcie za 3 serią i obecnie jestem po 3 odcinkach.
[glow=blue]Dużo się dzieje. W czasie odczytywania testamentu Caleb'a okazało się, że był on bankrutem. Julie i Jimmy są załamani. Jimmy nie może spłacić starych klientów i przez to zostaje dotkliwie pobity, po czym decyduje się na wyjazd. Julie jest zasmucona, że Jimmy znów uciekł - a przecież tym razem planowali ślub! Kirsten pozbyła się kłopotliwej i wrednej koleżanki Charlotte oraz wyszła z nałogu i wróciła do domu. Ryan i Marissa zostali wyrzuceni ze szkoły, a Seth jest męczony przez tego głpuiego dziekana. No i dochodzi ta kujonka Taylor, na którą nie mogę patrzeć!
[/glow]
The O.C. to najlepszy serial!
[ Dodano: 2007-01-26, 21:58 ]
Wziąłem się wreszcie za 3 serią i obecnie jestem po 3 odcinkach.
[glow=blue]Dużo się dzieje. W czasie odczytywania testamentu Caleb'a okazało się, że był on bankrutem. Julie i Jimmy są załamani. Jimmy nie może spłacić starych klientów i przez to zostaje dotkliwie pobity, po czym decyduje się na wyjazd. Julie jest zasmucona, że Jimmy znów uciekł - a przecież tym razem planowali ślub! Kirsten pozbyła się kłopotliwej i wrednej koleżanki Charlotte oraz wyszła z nałogu i wróciła do domu. Ryan i Marissa zostali wyrzuceni ze szkoły, a Seth jest męczony przez tego głpuiego dziekana. No i dochodzi ta kujonka Taylor, na którą nie mogę patrzeć!
Zapraszam do czytania:
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
-
SallyFan
[glow=blue]Jimmy jest w trzech pierwszych odcinkach. A Taylor już jest od 1 odcinka
[/glow]
Zapraszam do czytania:
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
http://www.forummns.pl/viewtopic.php?t=1195
