Co do tych zapowiedzi, to może nie w każdym odcinku one są, tylko pojawiają się w sposób nieregularny.
Żal mi było Taylor. Strata własnego dziecka, to wielka tragedia dla rodziców. Nie dziwię się, że ona ma jeszcze nadzieję, w końcu ona zawsze ostatnia umiera. Prawie się popłakałem, jak oni tulili swoje dzieci.
Wydaje mi się, że sprawa z Stephie jest bardziej skomplikowana, niż nam sie wydaje.
Deacon świetnie zagrał sprzątającego faceta. To było niezłe. Facet, który wreszcie ma jakiś cel w zyciu. A tym celem jest przypodobanie się Amber, ten to wymyślił, w ciągu 4 miesięcy rozkocha w sobie tę dziewczynę.

Ta Amber chyba jednak w sobie coś ma.
Powrót Morgan mnie nie zaskoczył. Należało się tego spodziewać. Ale rzeczywiście troszkę dziwne jest to, że szybko uporała się ze sobą. Albo robi to tylko na pokaz, a w środku jest nadal żałoba po stracie dziecka. Moim zdaniem po tym wszystkim, nie ma ona czego szukać u Forresterów. Znalazła jednak niezły kruczek by wrócić do firmy. Odda sprawę do sądu. Nie wiem, jak to w USA wygląda, pamiętam ze studiów, że w USA w ogóle nie ma czegoś takiego, jak kodeks pracy. Chyba, że coś się zmieniło.
W sumie odcinki mi sie podobały. Coraz bardziej tęsknię za starą melodią z czołówki.