Natomiast jako Stephanie zasłużyła na to co otrzymała. Odrobina litości jaką niby poczuła do Brooke nie usprawiedliwia wszystkich podłych uczynków, które popełniła wobec niej.
Eric to mięczak, ale tym razem podjął prawdziwie męską decyzję jeżeli ma już dość tej nienawistnej baby.
Oczywiście, że nie był dobrym ojcem, ale nie chciał mieszać się w układy między Ridge'em i dziećmi. Przecież tak bardzo się kochali, podobno - chodzi mi o Ridge'a.
Ciekawe jak długo Eric wytrwa w swej decyzji i kiedy caryca Stephanie znowu go spacyfikuje i Lauren zostanie na lodzie. Stephanie tak łatwo nie zrezygnuje i będzie się nadal panoszyć i rządzić wszędzie.
Muszę też dodać, że nie mogę patrzeć bez niesmaku na tę "kochającą się" parę w domku na plaży. Na to sztuczne roztkliwianie się nad wspaniałością tego dzieciaka i tą namolność Taylor - żenada. Nawet żal mi Ridżunia, że czeka go taka mdła egzystencja z tą nudną Taylor - mimo, że nie znoszę tego typa.
Zaczyna się robić ciekawie na TVP. Czekam też z niecierpliwością na występy Sheili.





