Po pierwsze bardzo mi się podoba zwariowana Morgan, może to okrutne ale w końcu w mdłym i nijakim życiu Taylor pojawiło się trochę akcji...
Po drugie widać, że Brooke za długo miała spokój więc scenarzyści znowu wysyłają ja na wojnę. Nie wiem jak się ona dla niej skończy ale jestem całym sercem za nią. Był taki moment, gdy nawet zaczęłam patrzyć na Amber przychylniejeszym okiem ale minął błyskawicznie...nie mogę jej znieść...przecież to chore, najpierw latała za Rickiem, wywinęła tyle numerów, że trudno je zliczyć, zwiała z cudzym dzieckiem, ale niby nadal kochała Ricka, potem kochała CJ'a, który był dobry gdy był potrzebny. Jak tylko pojawiła się okazja powrotu do Ricka, CJ nagle juz nie był ach i och już nagle życzenie zmarłej matki dziecka nie było ważne, ani więź wytworzona między CJ'em a małym. Juz nagle nie dba aby mały miał z nim kontakt i pamiętał kim jest CJ. Teraz niby poświęca się mieszkając u Dicona ale jakoś mnie to nie przekonuje...
Nie wiem czy Brooke sama nie wpakuje się w tarapaty bo królowa matka wspiera naszą małą Amber ale cóż Brooke jest dzielna i na pewno sobie poradzi...







