Gdy usłyszałem, że Eric nie jest ojcem Ridge'a, to aż się zakrztusiłem obiadem. ::plask
wczolo: . W związku z tym mam dwie refleksje. Stephanie prawie zawsze wszystko miała w swoim życiu pod kontrolą. Nie mogła tylko całkowocie kontrolować Brooke i kilku innych postaci. Dziś okazało się, że jej poukładany świat rozwalił się, pod wpływem tylko, albo aż jednego wydarzenia z dalekiej przeszłości. Straciła kontrolę nad swoim życiem. Druga moja refleksja wiąże się z tym, czy ona naprawdę nie wiedziała, że Ridge nie jest synem Eric'a. Jakoś troszkę to nieporawdopodobne, że wszystko się ukryło, a w kartotekach medycznych jest o grupach krwi. A były kiedyś testy na ojcostwo Bridget, a tu jeszcze bardziej się komplikuje, bo tu były badania DNA. . I aż dziwne, że się nie połapano w przeszłości. A jeśli tak, to Stephanie mogła znać całą prawdę, ale skrzętnie to ukrywała przez wiele lat. Według mnie na dzień dzisiejszy nie jest to takie pewne, że ona o niczym nie wiedziała. Trzeba poczekać na ciąg dalszy. Ogólnie stwierdzam, że wątek lekko jest niedopracowany. Massimo, oczywiście musiał wszystko podsłuchać. I na koniec, tak dla żartu, jak Wam brzmi "Ridge Marone"?
Ridge dziś troszkę dziwnie wyglądał pod tymi białymi i niebieskimi rurami, kabelkami, czy czymś podobnym. Istny kosmos. Macie rację, Taylor powinna być bardziej ostroźna dotykając swojego męża.
Podobała mi się dzisiejsza scena, jak eric rozmawiał do nieprzytomnego syna, i ta kiedy chłopak się obudził.
