Skomentuję od razu 4 odcinki.
Tricia się przyznała do tego, że jest nieobiektywna. Jako psycholog się moim zdaniem nie sprawdza, a zaczyna się interesować nie swoimi sprawami. Zaczynam powoli zmieniać o niej zdanie. Jednak nadal będę wstrzemięźliwy, co do tego, czy ona rzeczywiście chce uwieść Ridge'a. Thorne nie powinienen obcej osobie opowiadać o rodzinnej przeszłości. Przecież ona dla niego jest prawie obcą osobą.

Ma prawo do swoich opinii, ale niech nie gada o osobistych sprawach z nieznajomymi. W takim przypadku dobrze, że zapytał się, czy Tricia leci na Ridge'a.
Brooke dobrze działa na Ridge'a widzę. Ale ten telefon przed snem był moim zdaniem niepotrzebny. To może sprawiać wrażenie, że ona się narzuca.
Macie rację, Stephanie nie ma argumentów przeciwko Brooke. Ciągle powtarza te same banały.
Pomysł wyzwania Ridge'a na pojedynek na projekty z początku mi się nie spodobał.

Jednak później, gdy poznałem intencje Eric'a, to stwierdziłem, że pomysł jest znakomity. To pomoże jego synowi, przynajmniej choć na chwilę zapomnieć o żałobie.
Bridget ma i szczęście i pecha jednocześnie. Szczęściem jest to, że walczy o nią dwóch ciekawych facetów. Pechem jest to, że ciężko spośród tej dwójki wybrać najlepszego. Lepiej byłoby, gdyby spławiła obu.
