Wreszcie Deacon wyjechał z LA ^^ Denerwuje mnie tylko, że nie było z nim małego Eryka. Odebrał dziecko Amber i co-nagle zniknęło? Nikt nie pamięta o jego istnieniu...
Ridge jak zwykle robi z siebie ofiarę i próbuje wsadzić Amber za kratki
I jeszcze przypomniało mi się coś z wczoraj: jak Jackie wyszła ( a właściwie została wyrzucona ) od Deacona, to trzymała w rękach to samo zdjęcie, co Deacon w swoim domu. Na dodatek to zdjęcie było w... ramce
Podsumowując: teraz może się zdarzyć wszystko

